Logo

Logo Ruchu na Rzecz Demokracji opracował Adam Łyskawa z Gdyni. Zostało ono przychylnie przyjętę przez grupę osób z Krakowa i Łodzi, nie krytykował też nikt z użytkowników strony. Praca p. Łyskawy była całkowicie społeczna, odwdzięczyć się możemy jedynie adresem z jego portofolio http://pp-layouts.com/.

Logowanie pozwala

Czytać materiały zastrzeżone dla zarejestrowanych  
Komentować artykuły 
Głosować
Oglądać wyniki głosowań

Logowanie






Nie pamiętam hasła
Konto? Zarejestruj się!
Start
Słowo na kolejną niedzielę Drukuj Email
01.07.2010.
Jan Woleński

Druga debata prezydencka nie przyniosła nic specjalnie nowego. Obaj kandydaci jakby okopali się na z góry zajętych pozycjach. Obaj powiedzieli w zasadzie to samo w sprawach społecznych i gospodarczych, co rzekli w niedzielę; drażliwych kwestii moralnych w ogóle nie dyskutowano. I jak poprzednio chwalili rządy swoich partii z tym, że wypowiedzi Kaczyńskiego wyglądały na kampanię parlamentarną a nie prezydencką. Może ciekawe było to, że Prezes PiS jakby zapomniał, że za jego premierostwa była zupełnie inna koniunktura. Spodziewane polemiki w sprawach dopłat okazały się nie bardzo na temat i nudne. Również o polityce zagranicznej i bezpieczeństwie nie dowiedzieliśmy się niczego poza ogólnikami. Obaj kandydaci otrąbili swoje zwycięstwo, też nic nowego. Czytelnicy „Rzeczpospolitej" orzekli, że nieznacznie wygrał Komorowski, ale komentarz redakcyjny był zgoła odmienny. Wyglądało na to, że obaj kandydaci są już w dniu wyborów. O ogólnym wrażeniu powiem jeszcze na końcu.

Inny segment taktyki Kaczyńskiego (mam na myśli wcześniejsze spotkania z wyborcami, a nie debatę telewizyjną) skupiała się na argumentowaniu, że jest przeciw temu i owemu. Okazuje się, że wbrew zastanym informacjom zawsze był przeciw zniesieniu dopłat dla rolników. Jest też przeciw skupieniu władzy wykonawczej i prezydenckiej w jednej partii. Zmieniając sławny bon mot Wałęsy można powiedzieć, że w tym sprawach Kaczyński był tak bardzo przeciw, że nawet za. Podobne stanowisko zajmował w sprawie koalicji z Samoobroną, a także, względem swego premierostwa w czasie, gdy jego brat piastowałby urząd prezydenta. Był natomiast swego czasu za koalicją z PO, tak bardzo, że nawet przeciwko, dokładniej do momentu, gdy Lech Kaczyński wygrał wybory prezydenckie w 2005 r. (ściśle mówiąc, Jarosław Kaczyński zmienił zdanie z za na przeciw wcześniej, mianowicie, gdy obliczył, że głosy Leppera mogą przeważyć szalę w wyborach głowy państwa).

Jest pewien istotny powód, że napisałem to, co wyżej. !5 czerwca odbyło się posiedzenie Rady Programowej Konwersatorium „Doświadczenie i Przyszłość", w której mam zaszczyt uczestniczyć. Dyskutowaliśmy bolączki obecnej rzeczywistości polskiej. Za najistotniejszą uznano kwestię zaufania społecznego, zarówno ludzi między sobą, dalej obywateli do urzędów i wreszcie, urzędów do obywateli. W każdym z tych sektorów poziom zaufania jest zastraszająco niski. Rzecz nie uszła uwadze publicystów. W szczególności, „Rzeczpospolita", czyli prasowy organ PiS, obwieściła, że rząd nie poradził sobie z kwestią zaufania społecznego. Ma to być jednym z argumentów dla głosowania na Kaczyńskiego. Przyjrzyjmy się sprawie bliżej.

Okres PRL nie sprzyjał zaufaniu społecznemu z oczywistych powodów. Jeśli już miało ono miejsce, to raczej w małych grupach. Wyjątkiem był czas „pierwszej Solidarności", charakteryzujący się niezwykłym wybuchem autentycznych więzi międzyludzkich. Okres stanu wojennego wymagał ostrożności, ale ludzie ufali sobie wzajemnie w znacznej skali. Inaczej było z zaufaniem urzędom i na odwrót, aczkolwiek, jak zdaje się, wiele urzędów autentycznie sprzyjało zwykłym obywatelom. Na tym budowano spore oczekiwania w sprawie klimatu społecznego w III RP. Wszelako reformy ekonomiczne, powstanie podziałów społecznych, zwłaszcza co do zamożności, a także nasilająca się rywalizacja sprawiły, że stopień zaufania społecznego nie wzrósł. Socjologowie uważają ten stan za normalny, jego powstanie na początku lat 1990tych za nieuniknione a wcześniejsze oczekiwania za utopijne. Wskazują też na tzw. efekt opóźnienia. Wprawdzie zmienił się ustrój, ale nawyki, zarówno indywidualne jak i instytucjonalne pozostały. Tym można np. tłumaczyć nieraz koszmarny stopień biurokratyzacji życia codziennego. Niemniej jednak, w miarę postępu czasu i przyzwyczajania się ludzi do nowej sytuacji, stopień zaufania zaczął wzrastać. Nie jest to nic nowego, ponieważ stabilizacja ekonomiczna i polityczna zawsze sprzyjała poprawie stosunków międzyludzkich a także pomiędzy obywatelami a instytucjami.

Katastrofa nastąpiła w latach 2005 - 2007. W samej rzeczy, idea IV RP, mniejsza o to, czy w sposób zamierzony przez jej promotorów czy też nie, opierała się na nieufności państwa wobec obywateli. Są to rzeczy znane, więc nie ma co szerzej powtarzać oczywistych oczywistości. Oto dwa przykłady. Jarosław Kaczyński tłumacząc przesłanki lustracji zauważył, że każdy naukowiec, który wyjeżdżał na tzw. Zachód coś tam podpisywał dla SB lub innych służb specjalnych, ponieważ takowa wyprawa dawała 3 miliony złotych dochodu. To jawna bzdura, ale rodziła nieufność wobec zamożnych „wykształciuchów". Wystarczy przejrzeć fora dyskusyjne, aby zrozumieć, jak głęboko ta nieufność zapadła. Niedawno ujawniono, że CBA wpadło na trop afery hazardowej w trakcie podsłuchiwania rozmów mających na celu wykrycie korupcji w wymiarze sprawiedliwości; miało to miejsce już po zmianie rządu. Warto przyjrzeć się tej informacji. Oto CBA z góry zakłada, że sądownictwo lub prokuratura są toczone korupcją i po prostu inwigiluje na chybił trafił (informacja, z której korzystam nie zawierała tego, że CBA dostało konkretny sygnał), bo jest przekonana, że przekupstwo miało miejsce. To jest chore podejście do walki z patologiami. Organy ścigania lub antykorupcyjne normalnie rozpracowują konkretne sprawy, a nie ich poszukują.   

Odbudowa zaufania społecznego jest zadaniem palącym i jednym z najważniejszych dla dalszego rozwoju Polski. Głosowanie w niedzielę dotyczy także tego aspektu polskiej rzeczywistości. Trzeba sobie odpowiedzieć na pytanie, czy prezydentem Polski ma być główny architekt katastrofy w skali społecznego zaufania czy ktoś inny. Pod tym względem stare hasło „Wszystko, by nie PiS" jest szczególnie aktualne. Także w świetle drugiej debaty prezydenckiej, w której Kaczyński zaprezentował się jednak jako polityk po prostu kłótliwy.




  Bądź pierwszym, komentującym ten artykuł

Only registered users can write comments.
Proszę się zalogować.

Powered by AkoComment Tweaked Special Edition v.1.4.6
AkoComment © Copyright 2004 by Arthur Konze - www.mamboportal.com
All right reserved

 
© 2010 Ruch na Rzecz Demokracji
Joomla! is Free Software released under the GNU/GPL License.