Logo

Logo Ruchu na Rzecz Demokracji opracował Adam Łyskawa z Gdyni. Zostało ono przychylnie przyjętę przez grupę osób z Krakowa i Łodzi, nie krytykował też nikt z użytkowników strony. Praca p. Łyskawy była całkowicie społeczna, odwdzięczyć się możemy jedynie adresem z jego portofolio http://pp-layouts.com/.

Logowanie pozwala

Czytać materiały zastrzeżone dla zarejestrowanych  
Komentować artykuły 
Głosować
Oglądać wyniki głosowań

Logowanie






Nie pamiętam hasła
Konto? Zarejestruj się!
Start
Zmienił się czy nie zmienił się (refleksje po debacie nr 1) Drukuj Email
28.06.2010.

Jan Woleński

Niedzielna debata nie przyniosła rewelacji. Nie traktuję jej w kategoriach sportowych, ale warto odnotować, że większość komentatorów ocenia ją na remis. Ponieważ tak czynią również niektórzy zagorzali propagandziści PiS, np. z „Rzeczpospolitej", nieoficjalnego organu prasowego sztabu Kaczyńskiego, można zatem przyjąć, że to środowisko czuje się zawiedzione. Liczyło bowiem na to, że  Prezes, jednak zaprawiony w polemikach i debatach, odniesie sukces i pozyska nowych zwolenników. Nic takiego nie stało się, przynajmniej sądząc po reakcjach.

  Pytania zadawane Kaczyńskiemu i Komorowskiemu przez dziennikarzy nie były najlepiej dobrane. Kwestie gospodarcze, a te zajęły sporo miejsca, winny być adresowane do rządu, a nie do kandydatów na urząd prezydenta. Im prezydent ma mniej do powiedzenia w sprawach ekonomicznych w takim modelu ustrojowym jak polski, tym lepiej. Obaj kandydaci chwalili rządy swojej partii, Kaczyński przeszły, Komorowski obecny i w gruncie nie mieli do powiedzenia czegoś od siebie poza ogólnikami o wyrównywaniu szans i zrównoważonym rozwoju. W posumowaniu tej części dyskusji Komorowski podkreślił, że podział na dwie Polski, tę solidarną i tę opowiadającą się za wolnością, jest bezprzedmiotowy. W gruncie rzeczy Marszałek podłożył się Kaczyńskiemu w sposób jaskrawy, ale ten nie skorzystał z okazji. Kandydat PiS przeciwstawiając Polskę liberalną Polsce solidarnej, miał na myśli liberalizm ekonomiczny, a nie kwestię państwa liberalnego jako gwaranta wolności obywatelskich. Wprawdzie coś napomknął na ten temat, ale sprawę sprowadził do wolności kultury, a kwestię liberalizmu i solidaryzmu ujął w kontekście funkcji państwa. Można powiedzieć, że obaj uczestnicy debaty nie bardzo orientują się  w tym, czym jest nowoczesny liberalizm. To jednak wiadomo od dawna, że ta kwestia jest postrzegana w Polsce opacznie, być może z wyjątkiem lewicy.

W sprawach obyczajowych Komorowski wypadł zdecydowanie lepiej. Jasno przedstawił swoje stanowisko w kwestii związków homoseksualnych oraz in vitro. Kaczyński kręcił, zwłaszcza w tej drugiej sprawie, skrywając się za swoim katolicyzmem. Komorowski też nie ukrywał swojej religijności, ale konsekwentnie stanął na stanowisku, że każdy katolik, którego dotyczy problem in vitro,  winien sprawę rozstrzygnąć we własnym sumieniu, a państwo i prawo nie mogą mu tego zabronić. Przypomniał, że w PiS pojawiły się nawet postulaty w sprawie karania za in vitro, ale Kaczyński nie podjął tematu. Kwestia refundacji  stosownych zabiegów w ogóle nie stanęła, a na szerszą dyskusję w sprawie stosunku państwa i kościoła nie starczyło już czasu. Kaczyński odwołał się do konstytucji i konkordatu, a Komorowski do autonomii obu instytucji i jej poszanowania, a więc w zasadzie nie wyszedł poza stanowisko swego rywala. Wygląda na to, że biskupi nie będą usatysfakcjonowani stanowiskiem Komorowskiego w sprawie in vitro, ale to niczego nie zmieni. I tak po cichu opowiadają się za Kaczyńskim, przynajmniej w większości.

W kwestie obronności Komorowski, jako były minister od wojska wykazał większą orientację w szczegółach. Kaczyński wskazywał na kłopoty finansowe armii (akurat opublikowano raport NiK o wojskowości, a „Rzeczpospolita" komentuje ten dokument bardzo szeroko; zapewne nie jest to przypadek). W sprawie bezpieczeństwa energetycznego gazu obaj kandydaci nie mieli wiele do powiedzenia i ograniczyli się do ogólników. Wskazywali na potrzebę badań nad eksploatacją gazu łupkowego, dywersyfikacji dostaw gazu i potrzebę rozsądnego wynegocjowania umowy z Rosją. Kaczyński wyraźnie grał tym problemem sugerując, że warunki zależą przede wszystkim od stanowiska strony polskiej. Podobnie zachował się w sprawie produkcji Fiata w Polsce, tak jakby rząd polski miał jakiś wpływ na władze koncernu.   

Wreszcie pada pytanie o katastrofę smoleńską. W moim przekonaniu nie powinno być zadane, bo dotyczy bardzo osobistej kwestii Kaczyńskiego. Odpowiadając zarzucił  rządowi, że nie wystąpił o przejęcie śledztwa, nawet, gdyby nie było na to większych szans, a także argumentował, że jest to sprawa honoru. Komorowski zauważył, że śledztwo prowadzą nie tylko organy rosyjskie. Kaczyński powtórzył swoje argumenty całkowicie ignorując wielokrotne oświadczenia przedstawicieli rządu, iż nie ma prawnych możliwości przejęcia śledztwa. Trudno się oprzeć wrażeniu, iż tragedia smoleńska jest nadal wykorzystywana w kampanii wyborczej. Ta sprawa zbladła jednak przy odpowiedziach na pytanie o stosunek Polski do sytuacji Polaków na Białorusi. Kaczyński zadeklarował, że o tych sprawach  trzeba rozmawiać z Rosją. Komorowski zareagował bardzo ostro uznając, że ta propozycja jest niesłychana. I miał rację. Cokolwiek powiedzieć o reżymie Łukaszenki i jego stosunku do Rosji, Białoruś jest niepodległym państwem (tzw. Związek Białorusi i Rosji na razie jest konfederacją i ma integrować oba kraje walutowo i gospodarczo, a nie politycznie) i wszyscy winni to szanować. Sugestia Kaczyńskiego jest dowodem, że nie rozumie on subtelności polityki zagranicznej. Nieco przesadzając, można by zaproponować, idąc śladem kandydata PiS, że o dostawach gazu rosyjskiego do Polski trzeba rozmawiać z Gruzją. Wiadomo, że wypowiedź Kaczyńskiego wywołała oburzenie na Białorusi i to we wszystkich kręgach politycznych, zarówno prorządowych jak i opozycyjnych.  

Debata była w miarę spokojna, chociaż zaiskrzyło kilkakrotnie. Komorowski okazał się dość agresywny, co było zaskoczeniem, zwłaszcza dla sztabu PiSu, który wcześniej określił Marszałka mianem dupowatego. Z kolei propagandziści PiS, np. red. P. Semka z „Rzeczpospolitej" uznają, że Kaczyński wykazał siłę spokoju. Ta kwalifikacja jest nawet zabawna, bo nawiązuje do postaci T. Mazowieckiego, bardzo wyśmiewanej przez PiS właśnie za siłę spokoju.  Na koniec Komorowski zgotował Kaczyńskiemu niejaką niespodziankę, przypominając depeszę PAP o stanowisku tego drugiego w sprawie dopłat dla rolników. Wprawdzie rzecz jest stara, bo dotyczy 2006 r., ale Komorowski jedynie przypomniał, że Kaczyński kwestionował dopłaty i nigdy tego nie zdementował. Nie można wykluczyć, że sztab Kaczyńskiego złoży pozew w trybie wyborczym, powołując się na swoją wygraną z PSL o sprawę dopłat w 2007 r., ale uwaga Komorowskiego nie dotyczyła tego, co  podnieśli ludowcy. Przepychanki na ten temat trwają nadal, więc poczekajmy do kolejnej debaty.

Obaj kandydaci stosowali rozmaite sztuczki, czemu trudno dziwić się, bo gra idzie o bardzo poważną stawkę. O ile Komorowski, jak już wspomniałem, pokazał się z niespodziewanej strony jako dyskutant pełen temperamentu, Kaczyński posługiwał się tym, co zawsze, argumentami ad personam, niedomówieniami, półprawdami, kręcił itd., w każdym razie w znacznie większym stopniu niż jego adwersarz. Zmienił się Jarosław Kaczyński czy nie? Jeśli to w niewielkim stopniu. W szczególności, odtrąbił swoje zwycięstwo w debacie, podobnie jak w 2007 r. Wtedy jednak uznał, że walnie zwyciężył, a teraz, że wygrał, ale bez przełomu. Czy wygra wybory? Jest to możliwe, ale nie dzięki debatom (zakładam, że druga nie zmieni wiele, ale mam nadzieję ją jeszcze skomentować przed ciszą wyborczą), ile z powodu wakacyjnej frekwencji. Gdyby jednak zapytać, co naprawdę dała debata, to odpowiedź jest prosta: potwierdziła, że Jarosław Kaczyński jest dyletantem w kwestiach polityki zagranicznej. Dla Polski socjalnej może to jednak nie mieć większego znaczenia.   




  Bądź pierwszym, komentującym ten artykuł

Only registered users can write comments.
Proszę się zalogować.

Powered by AkoComment Tweaked Special Edition v.1.4.6
AkoComment © Copyright 2004 by Arthur Konze - www.mamboportal.com
All right reserved

 
© 2010 Ruch na Rzecz Demokracji
Joomla! is Free Software released under the GNU/GPL License.