Logo

Logo Ruchu na Rzecz Demokracji opracował Adam Łyskawa z Gdyni. Zostało ono przychylnie przyjętę przez grupę osób z Krakowa i Łodzi, nie krytykował też nikt z użytkowników strony. Praca p. Łyskawy była całkowicie społeczna, odwdzięczyć się możemy jedynie adresem z jego portofolio http://pp-layouts.com/.

Logowanie pozwala

Czytać materiały zastrzeżone dla zarejestrowanych  
Komentować artykuły 
Głosować
Oglądać wyniki głosowań

Logowanie






Nie pamiętam hasła
Konto? Zarejestruj się!
Start
Głosowanie to decyzja Drukuj Email
07.06.2010.
Jan Woleński

 W samej rzeczy głosowanie wyborcze to nawet dwie decyzje. Pierwsza dotyczy udziału w wyborach, a druga sposobu. Zostawmy tę pierwszą na boku, przypominając jedynie, że im większa frekwencja wyborcza, tym mniejsze szanse PiS. Decyzje dzielą się na dokonywane w warunkach pewności, dokonywane w warunkach ryzyka i dokonywane w warunkach niepewności. Wiedza o wybieranych stanach świata jest kryterium podziału. Jeśli decydent (podmiot podejmujący decyzję) wie na pewno, co zdarzy się, wówczas jego decyzja dokonuje się w warunkach pewności. Powinien wtedy opowiedzieć się za najbardziej użyteczną alternatywą.

Sytuacja pewności w sprawie przyszłych zaszłości jest rzadka. Znacznie częściej mamy do czynienia z ryzykiem, polegającym w tym wypadku na tym, że decydent potrafi przypisać prawdopodobieństwo (ilościowe, a nie jakościowe) przyszłym stanom świata. Może wtedy zbudować macierz, której elementy są iloczynami użyteczności przez prawdopodobieństwo. Sekwencję takich elementów można uporządkować i wybrać maksymalny. Gdy podejmujemy decyzję w warunkach niepewności, nie jesteśmy w stanie przypisać stopnia prawdopodobieństwa w sensie matematycznym. Laplace, wybitny matematyk i astronom, żyjący w XVIII w., proponował taką oto regułę: „Uznaj wszystkie stany świata za równoprawdopodobne i kieruj się użytecznością". Problem polega jednak na tym, że nasza ignorancja nigdy nie jest całkowita, bo zawsze coś wiemy i czegoś   nie wiemy. Co wtedy? Jedni zalecają kryterium maksymalizacji zysku (maxi-min), inni minimalizację straty (mini-max). Jest przy tym tak, że maksymalizacja zysku znacznie ogranicza możliwość minimalizacji straty, a minimalizacja straty pociąga za sobą limitację maksymalizacji zysku.

Spróbujmy zastosować powyższe ustalenia do wyborów prezydenckich, mających się odbyć za dwa tygodnie. Jasne, że decyzje wyborcze są podejmowane w warunkach niepewności. Jaką strategię zastosować, gdy ktoś nie podziela mojego przekonania „Wszystko, byle nie PiS". Propagandziści z obozu J. Kaczyńskiego powiadają, że należy głosować na niego, bo zmienił się i tylko jego współpraca z D. Tuskiem zapewni należyty rozwój kraju. W świetle teorii decyzji nie jest to zalecenie racjonalne. Mamy dwie alternatywy (1) Kaczyński zmienił się; (2) Kaczyński nie zmienił się. To drugie znaczy, że nie zamierza współpracować z rządem, podobnie jak jego brat, co znaczy, że będzie przeszkadzał władzy wykonawczej w każdej możliwej sytuacji. Zysk polega więc na powstaniu sytuacji kooperacji prezydenta  rządem, a strata na konflikcie. Inna możliwość to wybór kandydata z innej partii. Tak się ułożyło, że szanse ma osoba z tej samej partii, co premier. Wskazywałem już, że jednopartyjność na szczytach władzy nie jest może rozwiązaniem najlepszym, ale nie grozi jakimś zasadniczym konfliktem politycznym.

 Dalsze rozumowanie jest takie. Wybierając Kaczyńskiego, nie wiemy, czy zachodzi (1) czy (2). Możemy zatem spodziewać się albo zysku, o ile (1) jest trafne lub straty, o ile zachodzi (2). Wybierając inną osobę, spodziewamy się zysku, nawet jeśli jest on mniejszy niż w przypadku kooperacji Kaczyńskiego z rządem. Jasne jest jednak, że kombinacja spodziewanej straty i spodziewanego zysku jest optymalna w wypadku odrzucenia Kaczyńskiego, gdyż zapewnia stosunkowo pewny zysk przy wysokiej pewności relatywnie niskiej straty. Wynika z tego, że zarówno maxi-min jak i mini-max wskazują na odrzucenie Kaczyńskiego. Dodatkowym argumentem jest rozważenie zysku i straty. Ponieważ kompetencje prezydenta nie są zbyt wielkie, a ich realna siła tkwi w wecie, trzeba dbać o to, aby prezydentem nie została osoba, po której można spodziewać się w miarę częstego sprzeciwiania się ustawom. Tak czy inaczej, analiza głosowania w kategoriach teorii decyzji zdecydowanie potwierdza stanowisko „Wszystko, byle nie PiS".




  Komentarz (3)
1. Młodzi "filozofowie" krytykują
Napisał(a) Ten adres e-mail jest ukrywany przed spamerami, włącz obsługę JavaScript w przeglądarce, by go zobaczyć , na temat 14-06-2010 07:56
Panie Janie, dziś zalinkowałem Pana artykuł w serwisie Facebook i otrzymałem pewien komentarz, który bynajmniej nie jest odzwierciedleniem mojego stanowiska, ale przyznam, że byłbym ciekaw jakby Pan się do niego odniósł. Komentarz pochodzi od studenta filozofii, (chyba nawet już niemal absolwenta) z prestiżowej polskiej uczelni, więc myślę, że tym bardziej warto zwrócić na niego uwagę. Pozwolę sobie go niżej zacytować, inwektywy zastępując znakami "###" i pozostawiając część, która nadaje się do analizy. 
 
" Woleński jest ###. W stylistyce Rzepy można być go nazwać również "###", to całkiem fajna stylistyka. 
 
Co do artykułu - jest tak żenujący, że aż żal komentować. 
 
Ale proszę bardzo - Woleński założył w swoich "rozważaniach": 
 
1. rząd Tuska jest dobry, i dlatego trzeba wybrać prezydenta, który będzie z nim współpracował 
 
2. w szczególności ustawy rządu Tuska będą tak dobre, że prezydent nie powinien ich wetować. 
 
3. Konflikt polityczny między prezydentem a rządem jest zły sam w sobie. 
 
4. Lech Kaczyński wetował mnóstwo ustaw i blokował rząd. 
 
Bzdura, bzdura, bzdura i jeszcze raz bzdura. 
 
Ale artykuł nie jest żenujący dlatego, że to są bzdury. Jest żenujący dlatego, że Woleński pominął zupełnie fakt że choć zgadza się z nimi to te założenia są dyskusyjne. I przedstawił nam swoje najeżone niepotrzebnym żargonem "rozumowanie" jako coś na kształt dowodu matematycznego. "
2. Zabawa w kotka i myszkę pół serio pół ża
Napisał(a) Ten adres e-mail jest ukrywany przed spamerami, włącz obsługę JavaScript w przeglądarce, by go zobaczyć , na temat 16-06-2010 08:42
Z pośród tych którzy kandydują jest taki jeden który zdecydowanie powinien wygrać choćby z powodu swojej rozległej przecież wiedzy o hakach. Polska zawsze była krajem który w pewnym sensie stawał się nagrodą za walkę, kiedyś również za walkę religijną, obecnie podjazdową. Jarosław Kaczyński jako konkurent zdobył sławę walcząc delikatnie rzecz biorąc na krawędzi prawa nie mając nic do zaoferowania Polsce. Dowiadujemy się że ten 61letni synalek dostaje w nagrodę za utratę rodziny od losu i o zgrozo Polaków możliwość wpływania na państwo bez realnych możliwości jego naprawy. Z pewnością Polska nie jest nagrodą błahą i jako taka jak perła w koronie nie stanowi dla takiego umysłu żadnej ślepej uliczki, Zastanawiam się czy nie należało by tego uczcić ceremonią na Wawelu podniosłą i dystyngowaną bo przecież dołączenie do rodziny jest szczęściem i marzeniem każdego z tak "zacnych" rodów i tak okazałego rosłego męża i syna o rozległych krańcach horyzontu ambicji.  
Polska natomiast niech zachowa nadzieję bo tylko tyle jej obecnie pozostało oprócz zrywu niemalże powstańczego, aby nie utracić resztek godności szans i gospodarki. Obywatele jak chochoły w tańcu uczynili krok nie w tę stronę.  
Ave Kaczyński zwycięstwo pyrrusowe. Polska przegrała? Z kimże to była walka? Nadzieja musi stać się mocniejsza ale czas jest cenniejszy niż życie. 
Czy stać nas na takich "rycerzy" w zbrojach i przyłbicach z patosu przykrojonych na modłę OBOPu?
3. Napisał(a) Diogenes, na temat 19-06-2010 05:44
mimo wszystko wniosek prawidłowy ;)

Only registered users can write comments.
Proszę się zalogować.

Powered by AkoComment Tweaked Special Edition v.1.4.6
AkoComment © Copyright 2004 by Arthur Konze - www.mamboportal.com
All right reserved

 
© 2010 Ruch na Rzecz Demokracji
Joomla! is Free Software released under the GNU/GPL License.