Logo

Logo Ruchu na Rzecz Demokracji opracował Adam Łyskawa z Gdyni. Zostało ono przychylnie przyjętę przez grupę osób z Krakowa i Łodzi, nie krytykował też nikt z użytkowników strony. Praca p. Łyskawy była całkowicie społeczna, odwdzięczyć się możemy jedynie adresem z jego portofolio http://pp-layouts.com/.

Logowanie pozwala

Czytać materiały zastrzeżone dla zarejestrowanych  
Komentować artykuły 
Głosować
Oglądać wyniki głosowań

Logowanie






Nie pamiętam hasła
Konto? Zarejestruj się!
Start
Dmuchać na zimne Drukuj Email
02.06.2010.
Jan Woleński

Sondaże w sprawie wyniku prezydenckich wyborów są stabilne. Komorowski ma sporą przewagę nad Kaczyńskim (podobnie jak PO na PiS), a niektóre prognozy zapowiadają, że elekcja zakończy się już w pierwszej turze. Wszelako sondaże mają to do siebie, że nie zawsze sprawdzają się. Jest mało prawdopodobne, aby obecne badania opinii publicznej dotarły do żelaznego elektoratu PiS, ciągle liczbowo poważnego. Ostatnie wyniki  pokazują, że frekwencja może być niska i wynieść około 40%, a to działa na korzyść Kaczyńskiego; PiS zwyciężył w 2005 r. właśnie przy takiej frekwencji. Niejasna jest też postawa Kościoła katolickiego. Wprawdzie większość hierarchów zachowuje powściągliwość, ale są tacy, którzy nie szczędzą słów poparcia dla kandydata PiS. Nie jest wykluczone, że zwykli księża złamią ciszę wyborczą w dniu 20 czerwca lub 4 lipca i będą publicznie nawoływać do głosowania na Jarosława Kaczyńskiego, co może wpłynąć na wynik wyborów.

Jarosław Kaczyński jest w sytuacji podbramkowej. Jeśli przegra, straci znaczenie jako polityk, a jego partia może albo nie przetrwać porażki lub też poszukać sobie innego przywódcy. Tak więc, Kaczyński, jego sztab i PiS jako ugrupowanie zrobią wszystko, by wybory przyniosły sukces tej formacji i jej liderowi. Aktywiści PiS mają tez zapewne na uwadze interes osobisty, mianowicie liczą na stanowiska w Kancelarii Prezydenckiej. W rzeczywistości, sytuacja jest bardziej skomplikowana niż przedstawia to uproszczony obraz bazujący li tylko na uproszczonym obrazie rywalizacji dwóch głównych postaci polskiej sceny politycznej, mianowicie Tuska i Kaczyńskiego. Wprawdzie podtrzymuję zdanie, że zwycięstwo Kaczyńskiego nie zmieni układu sił na polskiej scenie politycznej i wszystko rozstrzygnie się w wyborach parlamentarnych w sposób istotny i może mieć bardzo fatalne skutki dla stabilności PiS, ale mimo to jestem za tym, aby prezydentem nie został. Dlatego ważne jest przyglądanie się PiSowskiej strategii wyborczej, także formułowanie i rozpowszechnianie argumentów przeciwko niej.    

Istotny element kampanii wyborczej ze strony PiS polega na przedstawianiu nowego wizerunku Jarosława Kaczyńskiego. Ma być obecnie dobroduszny, zgodliwy, a nawet wybaczający czerwonym. Nie pamięta swego sławetnego powiedzenia o tym, kto stoi tam, gdzie ZOMO stacjonowało, a kto na pozycjach zajętych w 1980 r., a w każdym razie uważa je za ograniczone do dawnego kontekstu.  Przestał promować IV RP, lustrację i dekomunizację. W ogólności proponuje zakopanie topora wojennego,  skupienie się na przyszłości i współpracę z Tuskiem. Owo współdziałanie jest przedstawiane jako jedyna racjonalna droga Polski. Ba, niektórzy politycy PiS powiadają, że ich przywódca zawsze był człekiem łagodnym, aczkolwiek niewłaściwie postrzeganym. Przyznają, że być może ukrywał swoje właściwe oblicze, ale teraz, w obliczu rodzinnej tragedii, ujawnił swoja najgłębszą istotę i jest gotów do współpracy z każdym, kto ma na uwadze interes Polski. Być może J. Kaczyński istotnie zmienił się w ostatnim czasie, aczkolwiek tezę, że zawsze był nastawiony koncyliarnie wobec innych, trzeba włożyć między bajki. Testowanie zmiany prezesa PiS jest możliwe dopiero wtedy, gdyby wygrał wybory. Lepiej jednak nie ryzykować próby. Kandydat PiS był głównym architektem wojny na górze w latach 1989-1993, a potem tzw. wojny polsko-polskiej. Nie należy zapominać o losach koalicji PiS-PO w 2005 r., poczynaniach Kaczyńskiego wobec koalicjantów z lat 2005-2007, a także o krachu współpracy z Ludwikiem Dornem. Trudno zresztą uwierzyć w pokojowe intencje Kaczyńskiego w obliczu działań „Solidarności" (przebieg niedawnych uroczystości w Krakowie czy sporej ilości agresywnych karykatur w Gdańsku; nawiasem mówiąc, prezes PiS publicznie oświadczył, że poparcie ze strony „Solidarności" przynosi mu honor) czy tonu jego propagandzistów, w szczególności, dziennikarzy „Rzeczpospolitej". Z ostrożności wyborczej (analogon tzw. ostrożności procesowej) znacznie lepiej przyjąć, że nowa wersja J. Kaczyńskiego jest elementem kampanii wyborczej i ma na celu zniwelowanie różnic pomiędzy PiS a PO. Temu samemu służy wspomniany wyżej uproszczony malunek krajowej sceny politycznej jako wypadkowej obecności na niej tylko dwóch liczących się polityków - obraz ten jest sugerowany głównie przez PiS. Propagandziści tej partii liczą na to, że  w ten sposób odbiorą nieco głosów Komorowskiemu i ten sposób zwiększą szanse Kaczyńskiego na zwycięstwo w wyborach prezydenckich. Ostrożność wyborcza sugeruje, aby raczej przewidywać, że konflikt pomiędzy J. Kaczyńskim a rządem będzie jeszcze ostrzejszy niż za czasów jego brata; nieukrywaną furię PiS sprawia utrata niektórych ważnych stanowisk opróżnionych w wyniku katastrofy smoleńskiej, a sam kandydat tego ugrupowania nie ukrywa swych ambicji w polityce zagranicznej. Deklarowany koncyliaryzm PiS stanie się podstawą dla oskarżeń rywali politycznych o celowe inicjowanie i pogłębianie niesnasek, a taka strategia jest zrozumiałą biorąc pod uwagę to, że celem ostatecznym Kaczyńskiego jest przejęcie całej władzy. Kwestia prezydentury jest więc tylko fragmentem szerszej, zresztą wcale nie nowej, koncepcji rządów w Polsce. Wprawdzie nie będzie to już family business, ale interes kraju wymaga, aby nie doszło do powtórki z rozrywki a la niegdysiejsze wprowadzanie IV RP.

Kampania Kaczyńskiego nie ogranicza się do akcentowania jego koncyliaryzmu wobec PO. Jest on przedstawiany jako wielostronny heros. Na niedawnej imprezie „Solidarności" w Krakowie pojawiły się ulotki z wizerunkiem Kaczyńskiego (wprawdzie nie do końca było jasne, którego z braci) jako rycerza przebijającego mieczem czerwonego smoka. Uzupełniały je malunki Tuska w objęciach Putina. Wprawdzie sam kandydat PiS jest powściągliwy w atakach na rywali, ale, aby jeszcze raz powtórzyć, używają sobie w dwójnasób.  Dyskretnie  pojawia się także wątek rodzinny. Oto prezes PiS podjął wyzwanie polityczne pomimo śmierci brata. A także poinformował o tragedii ciężko chorą matkę, po to, aby wygrać wybory. To zapewne ma wzbudzić współczucie u wyborców: „Głosujcie na niego, człowieka ciężko doświadczonego przez los, ale mężnie stawiającego czoła przeciwnościom losowym i politycznym". Gdy ktoś zauważa, że trzeba oddzielić sferę prywatną od polityki, zaraz odpowiada się, że są to wycieczki osobiste; celują w tym Elżbieta Jakubiak i Adam Bielan. PiS gra także kartą smoleńską. Jest to w gruncie rzeczy jedyne pole, na którym poczynania rządu są kwestionowane w sposób totalny. Główny zarzut polega na tym, że władze polskie nie dość stanowczo zachowują się w sprawie wyjaśnienia katastrofy smoleńskiej. Mimo wielokrotnych wyjaśnień, że przejęcie śledztwa przez Polskę mogłoby nastąpić tylko za zgodą Rosji, co jest mało prawdopodobne (także z uwagi na to, że Rosjanie nie mają powodu, aby ufać Polsce), Kaczyński i PiS epatują prawdą (jak zwykle),  apelują do dumy narodowej i starają się maksymalnie obciążyć stronę rosyjską. Nie jest zresztą wykluczone, że w ten sposób chce się uprzedzić ujawnienie szczegółów dotyczących tragicznego lotu, w szczególności, lądowania. Dotychczas ujawnione dane sugerują, że Kancelaria Prezydenta zorganizowała podróż i obchody w wyjątkowo niefrasobliwy sposób oraz nie wykluczają, co najmniej pośredniej presji na załogę, aby lądowała w warunkach, które nie pozwalały na to. Tak więc, nawet ta pierwsza konkluzja, najlepsza dla PiS jest dość kłopotliwa dla tej partii i uzasadnia deklarowanie nieufności do Rosjan i stawianie nierealistycznych żądań w trybie: „Nawet jeśli Rosja odmówi przekazania Polsce śledztwa, co jest wielce prawdopodobne, naszym świętym obowiązkiem jest domaganie się  własnego śledztwa lub powołania międzynarodowej komisji". Zawsze można powiedzieć, że gdyby rząd był bardziej stanowczy, dotarcie do prawdy byłoby lepiej zagwarantowane.

Nie jest trudno zbijać argumenty sztabowców Kaczyńskiego. Ale też nie można ich lekceważyć, a wydaje się, że wiele osób uważa, iż skoro Kaczyński i tak przegra, to nie warto sobie zawracać głowy. Nie należy też zachowywać się jak Paweł Graś i powiadać, że w Jarosławie Kaczyńskim widać tylko nieszczęśliwego człowieka, a nie kogoś, kto powinien kandydować na urząd prezydenta Polski. W niestabilnym stanie świadomości społecznej wiele może wydarzyć się. Hasło „Wszystko byle nie PiS" jest nadal aktualne i trzeba wszystko zrobić dla jego realizacji.




  Bądź pierwszym, komentującym ten artykuł

Only registered users can write comments.
Proszę się zalogować.

Powered by AkoComment Tweaked Special Edition v.1.4.6
AkoComment © Copyright 2004 by Arthur Konze - www.mamboportal.com
All right reserved

 
© 2010 Ruch na Rzecz Demokracji
Joomla! is Free Software released under the GNU/GPL License.