|
Jan Woleński
Sondaże w
sprawie wyniku prezydenckich wyborów są stabilne. Komorowski ma sporą przewagę
nad Kaczyńskim (podobnie jak PO na PiS), a niektóre prognozy zapowiadają, że
elekcja zakończy się już w pierwszej turze. Wszelako sondaże mają to do siebie,
że nie zawsze sprawdzają się. Jest mało prawdopodobne, aby obecne badania
opinii publicznej dotarły do żelaznego elektoratu PiS, ciągle liczbowo poważnego.
Ostatnie wyniki pokazują, że frekwencja może
być niska i wynieść około 40%, a to działa na korzyść Kaczyńskiego; PiS
zwyciężył w 2005 r. właśnie przy takiej frekwencji. Niejasna jest też postawa
Kościoła katolickiego. Wprawdzie większość hierarchów zachowuje powściągliwość,
ale są tacy, którzy nie szczędzą słów poparcia dla kandydata PiS. Nie jest
wykluczone, że zwykli księża złamią ciszę wyborczą w dniu 20 czerwca lub 4
lipca i będą publicznie nawoływać do głosowania na Jarosława Kaczyńskiego, co
może wpłynąć na wynik wyborów.
Jarosław
Kaczyński jest w sytuacji podbramkowej. Jeśli przegra, straci znaczenie jako
polityk, a jego partia może albo nie przetrwać porażki lub też poszukać sobie
innego przywódcy. Tak więc, Kaczyński, jego sztab i PiS jako ugrupowanie zrobią
wszystko, by wybory przyniosły sukces tej formacji i jej liderowi. Aktywiści
PiS mają tez zapewne na uwadze interes osobisty, mianowicie liczą na stanowiska
w Kancelarii Prezydenckiej. W rzeczywistości, sytuacja jest bardziej
skomplikowana niż przedstawia to uproszczony obraz bazujący li tylko na
uproszczonym obrazie rywalizacji dwóch głównych postaci polskiej sceny
politycznej, mianowicie Tuska i Kaczyńskiego. Wprawdzie podtrzymuję zdanie, że
zwycięstwo Kaczyńskiego nie zmieni układu sił na polskiej scenie politycznej i
wszystko rozstrzygnie się w wyborach parlamentarnych w sposób istotny i może
mieć bardzo fatalne skutki dla stabilności PiS, ale mimo to jestem za tym, aby
prezydentem nie został. Dlatego ważne jest przyglądanie się PiSowskiej
strategii wyborczej, także formułowanie i rozpowszechnianie argumentów
przeciwko niej.
Istotny element
kampanii wyborczej ze strony PiS polega na przedstawianiu nowego wizerunku Jarosława
Kaczyńskiego. Ma być obecnie dobroduszny, zgodliwy, a nawet wybaczający
czerwonym. Nie pamięta swego sławetnego powiedzenia o tym, kto stoi tam, gdzie ZOMO
stacjonowało, a kto na pozycjach zajętych w 1980 r., a w każdym razie uważa je
za ograniczone do dawnego kontekstu. Przestał
promować IV RP, lustrację i dekomunizację. W ogólności proponuje zakopanie
topora wojennego, skupienie się na
przyszłości i współpracę z Tuskiem. Owo współdziałanie jest przedstawiane jako
jedyna racjonalna droga Polski. Ba, niektórzy politycy PiS powiadają, że ich
przywódca zawsze był człekiem łagodnym, aczkolwiek niewłaściwie postrzeganym.
Przyznają, że być może ukrywał swoje właściwe oblicze, ale teraz, w obliczu
rodzinnej tragedii, ujawnił swoja najgłębszą istotę i jest gotów do współpracy
z każdym, kto ma na uwadze interes Polski. Być może J. Kaczyński istotnie
zmienił się w ostatnim czasie, aczkolwiek tezę, że zawsze był nastawiony
koncyliarnie wobec innych, trzeba włożyć między bajki. Testowanie zmiany
prezesa PiS jest możliwe dopiero wtedy, gdyby wygrał wybory. Lepiej jednak nie
ryzykować próby. Kandydat PiS był głównym architektem wojny na górze w latach
1989-1993, a potem tzw. wojny polsko-polskiej. Nie należy zapominać o losach
koalicji PiS-PO w 2005 r., poczynaniach Kaczyńskiego wobec koalicjantów z lat
2005-2007, a także o krachu współpracy z Ludwikiem Dornem. Trudno zresztą
uwierzyć w pokojowe intencje Kaczyńskiego w obliczu działań „Solidarności"
(przebieg niedawnych uroczystości w Krakowie czy sporej ilości agresywnych
karykatur w Gdańsku; nawiasem mówiąc, prezes PiS publicznie oświadczył, że
poparcie ze strony „Solidarności" przynosi mu honor) czy tonu jego propagandzistów,
w szczególności, dziennikarzy „Rzeczpospolitej". Z ostrożności wyborczej
(analogon tzw. ostrożności procesowej) znacznie lepiej przyjąć, że nowa wersja
J. Kaczyńskiego jest elementem kampanii wyborczej i ma na celu zniwelowanie
różnic pomiędzy PiS a PO. Temu samemu służy wspomniany wyżej uproszczony
malunek krajowej sceny politycznej jako wypadkowej obecności na niej tylko
dwóch liczących się polityków - obraz ten jest sugerowany głównie przez PiS. Propagandziści
tej partii liczą na to, że w ten sposób
odbiorą nieco głosów Komorowskiemu i ten sposób zwiększą szanse Kaczyńskiego na
zwycięstwo w wyborach prezydenckich. Ostrożność wyborcza sugeruje, aby raczej
przewidywać, że konflikt pomiędzy J. Kaczyńskim a rządem będzie jeszcze
ostrzejszy niż za czasów jego brata; nieukrywaną furię PiS sprawia utrata
niektórych ważnych stanowisk opróżnionych w wyniku katastrofy smoleńskiej, a
sam kandydat tego ugrupowania nie ukrywa swych ambicji w polityce zagranicznej.
Deklarowany koncyliaryzm PiS stanie się podstawą dla oskarżeń rywali
politycznych o celowe inicjowanie i pogłębianie niesnasek, a taka strategia
jest zrozumiałą biorąc pod uwagę to, że celem ostatecznym Kaczyńskiego jest
przejęcie całej władzy. Kwestia prezydentury jest więc tylko fragmentem szerszej,
zresztą wcale nie nowej, koncepcji rządów w Polsce. Wprawdzie nie będzie to już
family business, ale interes kraju
wymaga, aby nie doszło do powtórki z rozrywki a la niegdysiejsze wprowadzanie IV
RP.
Kampania
Kaczyńskiego nie ogranicza się do akcentowania jego koncyliaryzmu wobec PO. Jest
on przedstawiany jako wielostronny heros. Na niedawnej imprezie „Solidarności"
w Krakowie pojawiły się ulotki z wizerunkiem Kaczyńskiego (wprawdzie nie do
końca było jasne, którego z braci) jako rycerza przebijającego mieczem
czerwonego smoka. Uzupełniały je malunki Tuska w objęciach Putina. Wprawdzie
sam kandydat PiS jest powściągliwy w atakach na rywali, ale, aby jeszcze raz
powtórzyć, używają sobie w dwójnasób.
Dyskretnie pojawia się także
wątek rodzinny. Oto prezes PiS podjął wyzwanie polityczne pomimo śmierci brata.
A także poinformował o tragedii ciężko chorą matkę, po to, aby wygrać wybory. To
zapewne ma wzbudzić współczucie u wyborców: „Głosujcie na niego, człowieka
ciężko doświadczonego przez los, ale mężnie stawiającego czoła przeciwnościom
losowym i politycznym". Gdy ktoś zauważa, że trzeba oddzielić sferę prywatną od
polityki, zaraz odpowiada się, że są to wycieczki osobiste; celują w tym
Elżbieta Jakubiak i Adam Bielan. PiS gra także kartą smoleńską. Jest to w
gruncie rzeczy jedyne pole, na którym poczynania rządu są kwestionowane w
sposób totalny. Główny zarzut polega na tym, że władze polskie nie dość
stanowczo zachowują się w sprawie wyjaśnienia katastrofy smoleńskiej. Mimo
wielokrotnych wyjaśnień, że przejęcie śledztwa przez Polskę mogłoby nastąpić
tylko za zgodą Rosji, co jest mało prawdopodobne (także z uwagi na to, że
Rosjanie nie mają powodu, aby ufać Polsce), Kaczyński i PiS epatują prawdą (jak
zwykle), apelują do dumy narodowej i
starają się maksymalnie obciążyć stronę rosyjską. Nie jest zresztą wykluczone,
że w ten sposób chce się uprzedzić ujawnienie szczegółów dotyczących
tragicznego lotu, w szczególności, lądowania. Dotychczas ujawnione dane
sugerują, że Kancelaria Prezydenta zorganizowała podróż i obchody w wyjątkowo
niefrasobliwy sposób oraz nie wykluczają, co najmniej pośredniej presji na
załogę, aby lądowała w warunkach, które nie pozwalały na to. Tak więc, nawet ta
pierwsza konkluzja, najlepsza dla PiS jest dość kłopotliwa dla tej partii i uzasadnia
deklarowanie nieufności do Rosjan i stawianie nierealistycznych żądań w trybie:
„Nawet jeśli Rosja odmówi przekazania Polsce śledztwa, co jest wielce
prawdopodobne, naszym świętym obowiązkiem jest domaganie się własnego śledztwa lub powołania międzynarodowej
komisji". Zawsze można powiedzieć, że gdyby rząd był bardziej stanowczy,
dotarcie do prawdy byłoby lepiej zagwarantowane.
Nie jest trudno zbijać argumenty sztabowców
Kaczyńskiego. Ale też nie można ich lekceważyć, a wydaje się, że wiele osób uważa,
iż skoro Kaczyński i tak przegra, to nie warto sobie zawracać głowy. Nie należy
też zachowywać się jak Paweł Graś i powiadać, że w Jarosławie Kaczyńskim widać
tylko nieszczęśliwego człowieka, a nie kogoś, kto powinien kandydować na urząd
prezydenta Polski. W niestabilnym stanie świadomości społecznej wiele może wydarzyć
się. Hasło „Wszystko byle nie PiS" jest nadal aktualne i trzeba wszystko zrobić
dla jego realizacji.
Only registered users can write comments. Proszę się zalogować. Powered by AkoComment Tweaked Special Edition v.1.4.6 AkoComment © Copyright 2004 by Arthur Konze - www.mamboportal.com All right reserved |