Logo

Logo Ruchu na Rzecz Demokracji opracował Adam Łyskawa z Gdyni. Zostało ono przychylnie przyjętę przez grupę osób z Krakowa i Łodzi, nie krytykował też nikt z użytkowników strony. Praca p. Łyskawy była całkowicie społeczna, odwdzięczyć się możemy jedynie adresem z jego portofolio http://pp-layouts.com/.

Logowanie pozwala

Czytać materiały zastrzeżone dla zarejestrowanych  
Komentować artykuły 
Głosować
Oglądać wyniki głosowań

Logowanie






Nie pamiętam hasła
Konto? Zarejestruj się!
Start
Nowa sytuacja Drukuj Email
27.04.2010.
Jan Woleński

Katastrofa pod Smoleńskiem spowodowała fundamentalną zmianę sytuacji J. Kaczyńskiego. Pozostawiając sentymenty na boku stracił najbliższego współpracownika politycznego i jedyną osobę, której w pełni ufał. Upadła jego maksymalistyczna koncepcja polityczna, w myśl której bracia-bliźniacy zamierzali się ubiegać o najwyższe funkcje państwowe, a być może nawet je sprawować równocześnie, co miało już swój precedens. Strategia Kaczyńskich w tej kadencji (tj. po wyborach z 2007 r.) zasadzała się na zakleszczeniu rządzącej koalicji z jednej strony przez PiS trzymany twardą ręką przez prezesa  a z drugiej strony przez prezydenta, realizującego interes polityczny brata i jego ugrupowania. Trudno dziwić się, że J. Kaczyński zwlekał do ostatniej chwili z decyzją, czy kandydować w przedterminowych wyborach prezydenckich czy nie. Każda z alternatyw miała poważne minusy.

Załóżmy scenariusz najlepszy dla Kaczyńskiego, mianowicie, że wygrywa wybory. To znaczy, że ogranicza swój wpływ na partię albo w ogóle go traci. Ktoś może powiedzieć, że mógłby kierować PiS-em nieformalnie. To prawda, ale tego rodzaju rola jest trudna, gdy prezydent ma być formalnie bezpartyjny. Wcale nie wykluczam, że doły partyjne naciskały na Kaczyńskiego, aby kandydował właśnie dla pozbycia się go jako lidera. Jednym z najgorętszych orędowników kandydowania prezesa był Paweł Poncyliusz, o którym wiadomo, że miewał własne zdanie. Nie ma wątpliwości, że podejrzliwy Kaczyński brał to pod uwagę.  Jeśli zaś przegra prezydenturę, to niezadowolenie w jego ugrupowaniu będzie spore i zapewne sztucznie podsycane. I tak źle i tak niedobrze. Dlaczego zatem J. Kaczyński zdecydował się na kandydowanie? Znowu pomijając sentymenty, wyrażające się w deklaracjach o konieczności realizowania testamentu zmarłego brata, jest jasne, że odmowa kandydowania mogłaby oznaczać nieuniknioną polityczną emeryturę. Jest wielce prawdopodobne, że J. Kaczyński uznał walkę o prezydenturę za ostatnią szansę pozostania kimś znaczącym na polskiej scenie politycznej.

Wiele osób obawia się zwycięstwa Kaczyńskiego. Myślę, że nie ma zbyt czego, ponieważ prezydenckie kompetencje przy braku posiadania większości parlamentarnej nie są zbyt silne. Sytuacja J. Kaczyńskiego nie będzie łatwa właśnie z tego powodu, że zniknęły kleszcze wyżej wskazane. Nie znaczy to, że jest obojętne, czy Kaczyński wygra wybory czy je przegra. Jeśli wygra będzie grał przeciwko rządowi jeszcze twardziej niż jego brat. To oczywiste, gdyż jedyną nadzieją na przyszłość jest wygranie przez PiS wyborów parlamentarnych w 2011 r. (lub nieco późnie w związku z polską prezydencją w UE). A to znaczy, że wszystkie próby ułożenia rzeczy w państwie, niezależnie od tego jak racjonalne, będą torpedowane przez Kaczyńskiego bez najmniejszych oporów. Tedy, jego zwycięstwo w czerwcowo-lipcowych wyborach oznaczać będzie długą (co najmniej roczną) i wyniszczającą wojną na górze. Lepiej, aby tak nie stało się.




  Bądź pierwszym, komentującym ten artykuł

Only registered users can write comments.
Proszę się zalogować.

Powered by AkoComment Tweaked Special Edition v.1.4.6
AkoComment © Copyright 2004 by Arthur Konze - www.mamboportal.com
All right reserved

 
© 2010 Ruch na Rzecz Demokracji
Joomla! is Free Software released under the GNU/GPL License.