|
Jan Woleński
To znaczy nie wyborach, aczkolwiek byłoby o czym. Dzisiaj o tym, czy możemy czuć się bezpiecznie na
ulicach naszych miast i czy możemy liczyć na pomoc bliźnich. Oto kilka faktów.
Poznań, Noc Sylwestrowa, grupa młodych ludzi czeka na autobus. Nagle pojawia
się kilku wyrostków i od razu przystępują do bicia, chłopców i dziewczęta.
Nadjeżdża autobus pełen ludzi. Kierowca nawet nie zatrzymuje i odjeżdża. Ktoś
dzwoni na policję. Oficer dyżurny odpowiada, aby mu nie zawracać głowy, bo ma
już siedemdziesiąt takich zgłoszeń. Warszawa, kilka dni temu. Dwóch nastolatków
rzuciło koszem w autobus. Jeden z pasażerów wysiadł, oficer policji, jak
okazało się potem, aby interweniować. Jeden z napastników go przytrzymał, drugi
zadźgał nożem. Warszawa, bodaj dzień później, grupa młodzieńców zabawiała się
celowaniem kamieniami w autobus, celowali przede wszystkim w głowę kierowcy.
Przy okazji rzecznik MZK w stolicy ujawnił, że kilkadziesiąt pojazdów jest
rocznie niszczonych w ten sposób. Warszawa, informacja przypadkowo zasłyszana w
radio. Od początku zimy straż miejska odnotowała około 20 tysięcy przypadków
nieodśnieżenia chodników czy usunięcia sopli lodowych zagrażających zdrowiu, a
nawet życiu przechodniów.
To
tylko kilka przykładów wybranych na chybił trafił. Lektura prasy jest
przerażająca. Codziennie czytamy o gwałtach, rozbojach, kradzieżach, a nawet
morderstwach. Funkcjonariusze rozmaitych służb odmawiają pomocy, bo, jak
twierdzą, mają za dużo pracy. Straż miejska w Warszawie czy Krakowie zajmuje się
przede wszystkim sprawdzaniem, czy samochody są dobrze zaparkowane, a przede
wszystkim, czy mają prawo do parkowania tam, gdzie stoją. Od dawna nie
widziałem policjanta czy strażnika miejskiego, który by np. pilnował, czy kierowcy
przestrzegają przepisów na przejściach dla pieszych. Jeśli zwrócić uwagę, że
powinni to czynić, ironiczny uśmiech jest jedyną reakcją. Bez wątpienia dopadł
nas poważny kryzys cywilizacyjny w „:temacie" bezpieczeństwo w miejscach
publicznych, już nie tylko na stadionach sportowych czy w pobliżu tzw.
blokowisk, ale w samych centrach wielkich miast, mających ambicje stania się
międzynarodowymi atrakcjami
turystycznymi. Chyba jest to ważniejszy problem niż czasokres znajomości Rysia
z Mirem lub Zbychem. To drugie jednak bardziej kręci parlamentarzystów. Nic
dziwnego, ich pilnują specjalni goryle. Posłowie i senatorowie są zagrożeni,
aczkolwiek nie bardzo, gdy udadzą się do Stambułu.
Only registered users can write comments. Proszę się zalogować. Powered by AkoComment Tweaked Special Edition v.1.4.6 AkoComment © Copyright 2004 by Arthur Konze - www.mamboportal.com All right reserved |