|
Jan Woleński
Przypominam, że krucjatami nazywano wojny w obronie krzyża, dokładniej mówiąc dla oswobodzenia Ziemi Świętej z rąk niewiernych. Zupełnie niespodziewanie mamy nową krucjatę, spowodowaną orzeczeniem Europejskiego Trybunału Praw Człowieka z dnia 6 listopada 2009 r. Trybunał przyznał rację p. Lautsi, obywatelce Włoch fińskiego pochodzenia, że krzyż nie powinien wisieć na ścianie w szkole publicznej oraz, że obecność krzyża w szkole przeszkadza w wychowaniu dzieci zgodnie z ateistycznym światopoglądem. Trybunał przyznał też odszkodowanie pieniężne stronie skarżącej. Od razu powiem, że to ostatnie nie bardzo podoba mi się, gdyż uważam, że tym lepiej, im kwestie światopoglądowe są z dala od roszczeń materialnych.
Orzeczenie wywołało burze w Polsce, gdzie indziej również, ale wydaje się, że mniejszą. Do krucjaty ruszyli, wespół zespół, Prezydent RP, radni Sejmiku Małopolskiego, spora liczba posłów i oczywiście biskupi. Wypowiedzi uczestników krucjaty świadczą o tym, że nie przeczytali orzeczenia lub go nie zrozumieli. W największym skrócie, Trybunał uznał, że przymusowe, tj. na rozkaz władzy wieszanie symboli religijnych w szkołach jest niezgodne z prawami człowieka gwarantowanymi przez konwencje międzynarodowe. Trybunał przywołał dekrety króla Włoch wydane jeszcze przed II wojną światową. Zwrócił uwagę na to, że wolność negatywna do niewiary ma być nie tylko dopuszczana, ale także gwarantowana. I jak już wyżej zaznaczyłem, Trybunał podzielił opinię p. Lautsi w sprawie wychowania zwracając uwagę na to, że krzyż jest postrzegany przede wszystkim jako znak religijny.
To wszystko trzeba skonfrontować z nawoływaniami do krucjaty w Polsce. Mają się one nijak do orzeczenia. Po pierwsze, dotyczy ono tylko szkół państwowych, a nie tzw. całej przestrzeni publicznej. Po drugie, chroni nie mniejszość czy większość, ale jednostki. Po trzecie, dotyczy wieszania krzyży pod przymusem państwowym, a nie w ogóle, więc Polski nie dotyczy (nie znaczy to, że u nas nie ma problemu). Po czwarte, wbrew rozmaitym rodzimym mędrcom, jasno pokazuje, że krzyż w szkole jest symbolem religijnym, a nie znakiem tożsamości europejskiej. Jeden z naszych krucjatowych naganiaczy (dziennikarz z „Rzeczpospolitej") napisał, że skoro Trybunał zdelegalizował krzyż, to równie dobrze mógłby zdelegalizować kuku na muniu. Nie sądzę, by to było dobre posunięcie, bo oznaczałoby to kłopot dla rzeczonego publicysty. Chociaż cała sprawa ma w Polsce wymiar groteski, świadczy o głębokiej degrengoladzie naszego życia publicznego w sprawach religijnych.
1. Nie wszystko złoto co się świeci Napisał(a)
Ten adres e-mail jest ukrywany przed spamerami, włącz obsługę JavaScript w przeglądarce, by go zobaczyć
, na temat 03-12-2009 07:28 W myśl tej zasady warto nosić swoją wiarę jako to coś najceniejszego w naszym życiu głeboko w sercu i stosować się do jego głosu a nie na pokaz. Z tak wielu zachowań można wnioskować o wierze o etyce o tym co widać w filmach Kieślowskiego a nie z powodu ściany. Bądźmy ludźmi i dajmy innym wyznaniom prawio do tego aby nie czuli się przygniatani wiarą innych. Wg mnie nie wieszanie krzyża na ścianie np w szkole, w której są lub mogą być różne wyznania, jest mądrością katolików. Bo mądry utępuje aby pokazać swoją kulturę. To dotyczy również całej UE. To nie ujma zdjęcie krzyża ale emanacja wysokiej kultury. Chciałbym aby tak to było traktowane i rozumiane. Być może w tedy nie mielibyśmy potrzeby odoływania się do Trybunału.
|
Only registered users can write comments. Proszę się zalogować. Powered by AkoComment Tweaked Special Edition v.1.4.6 AkoComment © Copyright 2004 by Arthur Konze - www.mamboportal.com All right reserved |