|
Jan Woleński
Są dwa pojęcia biurokracji, naukowe i potoczne. Wedle pierwszego, biurokracja jest zhierarchizowanym systemem urzędniczym, którego istotą jest obieg dokumentów. Jak taka jest niezbędnym elementem struktury każdego państwa. Może być oczywiście sprawna lub nie, ale to inna sprawa. W sensie potocznym, biurokracja jest bezdusznym aparatem utrudniającym życie zwyczajnemu obywatelowi. Prawdopodobnie jest tak, że każda biurokracja w rozumieniu naukowym ma tendencję do wynaturzania się. Żartobliwymi ujęciami tego faktu są zasada Petera (każdy awansuje aż do szczytu własnej niekompetencji) czy prawo Parkinsona (każda instytucja wzrasta liczebnie do stanu, w którym staje się tak wielka, że do swego istnienia nie potrzebuje żadnych bodźców z zewnątrz, bo całą pracę wykonuje w związku z własną strukturą wewnętrzną). Nadto, jak powszechnie zwraca się uwagę, biurokracja jest kosztowna. Prawo Parkinsona decyduje o tym wprost, a zasada Petera pośrednio, gdyż najlepszym ukryciem własnej niekompetencji jest wysoka pensja i klauzula w umowie, że opuszczenie stanowiska powoduje wysokie odszkodowanie.
Stwierdzenie, że nasza biurokracja jest przerośnięta (vide: kancelaria prezydenta lub premiera, zwłaszcza ta pierwsza) i niekompetentna (vide: relacje o działalności urzędów w prasie codziennej). Mało kto jednak zdaje sobie sprawę z tego, ile biurokracja kosztuje. Dzisiaj podano, że same pensje urzędników kosztują budżet 18 miliardów złotych. Biurokratów rozmaitego szczebla jest w Polsce ponad pół miliona. Średnia płaca w tej grupie wynosi 3000 zł. Oczywiście biurokracja kosztuje u nas znacznie więcej, ponieważ koszty rzeczowe są również bardzo duże (tego na razie nikt nie oszacował). Nie ma co liczyć na zmianę, ponieważ urzędy rozrastają się z miesiąca na miesiąc, by nie rzecz, z dnia na dzień. Czy biurokracja musi rosną w siłę i dostatek? Odpowiedź zależy od punktu widzenia. Gdy zapytamy, czy rozrost biurokracji jest uzasadniony potrzebami merytorycznymi, odpowiedź jest oczywiście negatywna. Rzut oka na większość działań urzędniczych (każdy to może sprawdzić we własnym miejscu pracy) od razu przekonuje, że są to działania pozorne i polegają głównie na wymyślaniu przepisów uzasadniających własne istnienie w hierarchii. Inaczej to wygląda wedle poglądu samych biurokratów. Uważają oni, że są niezmiernie potrzebni, nie tylko oni sami, ale także ich coraz to nowi podwładni, zwierzchnicy i koledzy na tym samy szczeblu urzędniczej hierarchii. Deficyt budżetowy rośnie, a ten, kto z nim ma walczyć, powiększył zatrudnienie w swoim resorcie, dwukrotnie w ciągu kilku lat, nie zapominając o godziwych płacach dla nowych adeptów. Ot, co. Jak mawia jeden z moich kolegów „Jest na pewno nieźle, a będzie jeszcze nieźlej".
Only registered users can write comments. Proszę się zalogować. Powered by AkoComment Tweaked Special Edition v.1.4.6 AkoComment © Copyright 2004 by Arthur Konze - www.mamboportal.com All right reserved |