Logo

Logo Ruchu na Rzecz Demokracji opracował Adam Łyskawa z Gdyni. Zostało ono przychylnie przyjętę przez grupę osób z Krakowa i Łodzi, nie krytykował też nikt z użytkowników strony. Praca p. Łyskawy była całkowicie społeczna, odwdzięczyć się możemy jedynie adresem z jego portofolio http://pp-layouts.com/.

Logowanie pozwala

Czytać materiały zastrzeżone dla zarejestrowanych  
Komentować artykuły 
Głosować
Oglądać wyniki głosowań
Start arrow Opinie arrow I było do przewidzenia
I było do przewidzenia Drukuj Email
18.10.2009.

Jan Woleński

Kilka osób powiedziało mi po przeczytaniu poprzedniego felietonu o tzw. aferze hazardowej, że mój sceptycyzm jest przedwczesny, ponieważ sprawa jest skomplikowana. W międzyczasie pojawiła się nowa rewelacja, czyli afera stoczniowa. Było, minęło, przynajmniej na razie. szef CBA został odwołany. PiS i prezydent pobuczeli, grozili Trybunałem Stanu, a skończyło się na tym, że eurodeputowany M. Migalski złożył doniesienie do prokuratury, że premier popełnił przestępstwo polegające na przekroczeniu uprawnień. Pan eurodeputowany nie bardzo dostrzega różnicę pomiędzy czynem bezprawnym a przestępstwem, a tym brakiem potwierdza, że niedopuszczenie go do habilitacji miało pewne podstawy.

Można teraz chyba odtworzyć, jak doszło do afery hazardowej. Z. Ziobro ujawnił, że ustawa o grach hazardowych była lobbowana już za rządów PiS. Było zatem logiczne założyć, że będzie lobowana nadal, tym razem wobec polityków PO. M. Kamiński rozpoczął więc akcję, która mu przyniosła sukces, gdyż złapał dwóch polityków obecnej ekipy na kontaktach  z biznesmenami zainteresowanymi korzystnymi dla nich przepisami. Wprawdzie kontakty nie były niewinne, ale zgromadzony materiał nie wystarczał do oskarżenia o korupcję. Niemniej jednak, Kamiński, zapewne na polecenie J. Kaczyńskiego, sprawę ujawnił. Prezes PiS wolał nie czekać, zapewne pamiętny faktu, że inicjowanie afer krótko przed wyborami nie służy jego partii. Wypada tylko powtórzyć to, co napisałem w felietonie „Polityczny pokerek", mianowicie że Kamiński pokpił sprawę z punktu widzenia PiS, gdyż przerwał rozwijającą się aferę, o ile takowa w ogóle miała miejsce. Miał rację obywatelską, że ostrzegł premiera, ale jest raczej pewne, iż działał w intencji politycznej, a nie antykorupcyjnej.

Wywołanie afery stoczniowej jest wręcz komiczne, bo sprowadza się do zarzucania rządowi, że Katarczycy nie kupili stoczni. Jest to czysty absurd, bo nawet nieopierzony student II r. prawa dobrze wie, iż umowa kupna-sprzedaży jest dwustronna, a nie jednostronna. Nastąpiła zresztą charakterystyczna zmiana zarzutu po kilku dniach. Celem ataku ze strony PiS stała się nie sama transakcja, ale pośrednik, osoba rzeczywiście dość podejrzana. Na nieszczęście dla J. Kaczyńskiego został sprawdzony przez ABW na polecenie Z. Wassermana, a na dodatek pozostawał w miarę bliskich kontaktach z Kancelarią Prezydenta. Obie akcje Kamińskiego są szczytem nieudolności i winien być odwołany za to, a nie za „skazitelną" postawę. Rzeczony natychmiast po zdymisjonowaniu go udał się do prezydenta. Pokazał tym samym, kto był jego prawdziwym szefem.

Powtarzam raz jeszcze, że nie mam zamiaru bronić Chlebowskiego i Drzewieckiego. Rozmowy nagrane przez chłopców Kamińskiego są rzeczywiście skandaliczne od strony językowej, a kompetencje urzędników prywatyzujących gospodarkę wyglądają na marne. Przypuśćmy, ze rząd jest nieudolny, ale opozycja jeszcze bardziej.




  Bądź pierwszym, komentującym ten artykuł

Only registered users can write comments.
Proszę się zalogować.

Powered by AkoComment Tweaked Special Edition v.1.4.6
AkoComment © Copyright 2004 by Arthur Konze - www.mamboportal.com
All right reserved

 
© 2010 Ruch na Rzecz Demokracji
Joomla! is Free Software released under the GNU/GPL License.