Logo

Logo Ruchu na Rzecz Demokracji opracował Adam Łyskawa z Gdyni. Zostało ono przychylnie przyjętę przez grupę osób z Krakowa i Łodzi, nie krytykował też nikt z użytkowników strony. Praca p. Łyskawy była całkowicie społeczna, odwdzięczyć się możemy jedynie adresem z jego portofolio http://pp-layouts.com/.

Logowanie pozwala

Czytać materiały zastrzeżone dla zarejestrowanych  
Komentować artykuły 
Głosować
Oglądać wyniki głosowań
Start arrow Opinie
Opinie

Dział opinie zawiera niezbyt długie artykuły wyrażające poglądy autorów. Są one po akceptacji przez redakcję publikowane, niekiedy z kilkudniowym opóźnieniem dla utrzymania względnie stałego tempa ukazywania się nowości. Materiał należy nadsyłać na adres opinie@rrd.org.pl.



Jeszcze nie jest po wszystkim Drukuj Email
10.07.2010.
Jan Woleński Jarosław Kaczyński przegrał wybory prezydenckie. Różnica w procentach jest niewielka, bo około 6%, w liczbach bezwzględnych nieco wyraźniejsza, bo prawie milion głosów różnicy. W porównaniu z I turą frekwencja nieznacznie wzrosła, a dystans pomiędzy oboma kandydatami zwiększył się o 1%. Dokładniejsze dane są takie:

Frekwencja

I tura 54,94%, II tura 55,31% - wzrost 0,37%

                                       I tura                            II tura              

Komorowski                   41,54%                        53,01%                         

Kaczyński                      36,48%                        46,99%

Tak więc różnica pomiędzy kandydatami wyniosłą 5,06% w I turze i 6,02% w drugiej turze, tj. przewaga Komorowskiego zwiększyła się o 0,96%, a więc około 2,5 razy więcej niż wyniósł wzrost frekwencji. Trudno z tego wyprowadzać dalekosiężne wnioski, ale wzrost frekwencji  działał na korzyść B. Komorowskiego, co było do przewidzenia.

Analiza kampanii wyborczej nie jest już specjalnie istotna, oczywiście poza sztabami wyborczymi, ale to nas tutaj nie musi interesować. Ważniejsze są diagnozy i prognozy. Niewątpliwie wynik Kaczyńskiego może być dla niego krzepiący, zważywszy, że tradycyjnie miał największy elektorat negatywny. Mimo wszystko, odrabianie sukcesu jest zdecydowanie na wyrost. Kaczyński zgromadził wiele głosów dzięki „męczeństwu swojego brata" i propagandzie przeciwko koncentracji władzy w rękach jednej partii. Jeśli PO osiągnie nawet umiarkowany sukces, monopartyjny charakter szczytów władzy w Polsce nie wzmocni PiS. Oczekiwać też należy w miarę szybkiego upadku sztucznie wykreowanej legendy Lecha Kaczyńskiego. Prędzej czy później obecność jego prochów z krypcie wawelskiej zostanie uznana za rzecz wstydliwą i, w najlepszym przypadku dla Jarosława Kaczyńskiego, nie będzie ważyć na polityce. Na niekorzyść PiS gra także niezbyt frapujący profil elektoratu tej partii. Okazało się także, iż specjalny komitet wyborczy w postaci sporego grona biskupów nie odegrał znaczniejszej roli, a będzie ona maleć z biegiem czasu.

Komentarz (9)

Czytaj całość…
 
Słowo na kolejną niedzielę Drukuj Email
01.07.2010.
Jan Woleński

Druga debata prezydencka nie przyniosła nic specjalnie nowego. Obaj kandydaci jakby okopali się na z góry zajętych pozycjach. Obaj powiedzieli w zasadzie to samo w sprawach społecznych i gospodarczych, co rzekli w niedzielę; drażliwych kwestii moralnych w ogóle nie dyskutowano. I jak poprzednio chwalili rządy swoich partii z tym, że wypowiedzi Kaczyńskiego wyglądały na kampanię parlamentarną a nie prezydencką. Może ciekawe było to, że Prezes PiS jakby zapomniał, że za jego premierostwa była zupełnie inna koniunktura. Spodziewane polemiki w sprawach dopłat okazały się nie bardzo na temat i nudne. Również o polityce zagranicznej i bezpieczeństwie nie dowiedzieliśmy się niczego poza ogólnikami. Obaj kandydaci otrąbili swoje zwycięstwo, też nic nowego. Czytelnicy „Rzeczpospolitej" orzekli, że nieznacznie wygrał Komorowski, ale komentarz redakcyjny był zgoła odmienny. Wyglądało na to, że obaj kandydaci są już w dniu wyborów. O ogólnym wrażeniu powiem jeszcze na końcu.

Bądź pierwszym, komentującym ten artykuł

Czytaj całość…
 
O takim, co ukradł termin Drukuj Email
28.06.2010.

Jan Kozłowski

Kaczyński ciągle podkreśla, czynił to także w debacie, że jest za zrównoważonym rozwojem, a Komorowski za rozwijaniem najbogatszych regionów. Pomijam już to, że program preferencyjnego wspomagania bogatszych regionów jest niemożliwy z punktu widzenia unijnego prawa, a przecież unijne pieniądze napędzają obecnie ten rozwój. Nadproporcjonalna ilość pieniędzy musi iść do regionów biedniejszych, co zresztą Komorowski zauważył podczas debaty. Chodzi o termin "zrównoważony rozwój". Wystarczy wrzucić to hasło do przeglądarki, by przekonać się, że definicja zrównoważonego rozwoju dotyczy czegoś kompletnie innego. Choćby Wikipedia: "Trwały i zrównoważony rozwój jest to rozwój oparty na racjonalnym gospodarowaniu zasobami kulturowymi i przyrodniczymi w skali lokalnej i globalnej, które są wyczerpalne, nieodnawialne lub mają ograniczoną zdolność samoodtwarzania i odbudowywania się". Nie ma to nic wspólnego z równomiernym rozwojem regionów. Pomyłka? Nie sądzę. Hasło "zrównoważony rozwój" dobrze się kojarzy, więc dlaczego nie ukraść go w kampanii? W końcu czym skorupka za młodu nasiąknie.... 

Bądź pierwszym, komentującym ten artykuł

 
Zmienił się czy nie zmienił się (refleksje po debacie nr 1) Drukuj Email
28.06.2010.

Jan Woleński

Niedzielna debata nie przyniosła rewelacji. Nie traktuję jej w kategoriach sportowych, ale warto odnotować, że większość komentatorów ocenia ją na remis. Ponieważ tak czynią również niektórzy zagorzali propagandziści PiS, np. z „Rzeczpospolitej", nieoficjalnego organu prasowego sztabu Kaczyńskiego, można zatem przyjąć, że to środowisko czuje się zawiedzione. Liczyło bowiem na to, że  Prezes, jednak zaprawiony w polemikach i debatach, odniesie sukces i pozyska nowych zwolenników. Nic takiego nie stało się, przynajmniej sądząc po reakcjach.

 

Bądź pierwszym, komentującym ten artykuł

Czytaj całość…
 
Kilka drobiagówz kampanii wyborczej Drukuj Email
25.06.2010.

Jan Woleński

Europoseł A. Bielan i spin doktor (czyli specjalista od tzw. PR na rzecz PiS) zarzucił PO „zwykłe pieniactwo". Powodem dla tego było złożenie pozwu w trybie wyborczym przeciwko Jarosławowi Kaczyńskiemu. Nic wchodzę tutaj w kwestię zasadności rozstrzygnięcia, ale właśnie pieniactwa. Określa się je jako wszczynanie, czasem dodając bezpodstawne, licznych spraw sądowych w celu dochodzenia rzeczywistych lub urojonych spraw. Tedy, i ex definitione, wszczęcie jednej sprawy pieniactwem być nie może. PiS złożył tzw. pozew wzajemny i dwa razy odwołał się od niekorzystnych dla siebie rozstrzygnięć. W sumie założył trzy sprawy, tę z pozwu wzajemnego i dwie apelacje. I to trudno nazwać, czego nikt nie czyni,  pieniactwem, bo wszystko działo się w obrębie jednego postępowania sądowego. Aby jednak czytelnicy, skorzy do używania przymiotnika „żenujący" (w różnych odmianach) wobec krytyk PiS czuli się usatysfakcjonowani dodam, że reakcja polityków PO na apelacyjne poczynania PiS też nie była właściwa. Apelowali do swoich konkurentów, aby nie odwoływali się od drugiego wyroku na swoją niekorzyść. Niemniej jednak, apelacja jest prawem każdego i PiS z niej po prostu skorzystał.

Bądź pierwszym, komentującym ten artykuł

Czytaj całość…
 
Przemiana Kaczyńskiego Drukuj Email
22.06.2010.
Jan Woleński Kilka dni przed I turą głosowania w wyborach prezydenckich w kabarecie „Piwnica pod Baranami" zidentyfikowano przemianę prezesa PiS w taki sposób „Zamierza stanąć tam, gdzie stało ZOMO" (znam to ze słyszenia, więc sformułowanie mogło być nieco inne). Początkowo uznałem to za bardzo złośliwy dowcip, ale, ponieważ kampania wyborcza nie jest uprawieniem uprzejmości, ułożyłem taki argument przeciwko elekcji Kaczyńskiego: „Zamiar prezesa PiS jest nad wyraz naturalny i trzeba pomóc w jego realizacji. Niewątpliwie Kaczyńskiemu byłoby trudno spełnić swoją intencję, gdyby został prezydentem. Nie należy więc go wybierać". Cisza wyborcza sprawiła, że „piwnicznego" dowcipu nie dało się szerzej spopularyzować przed I turą. Czynię to więc teraz, aczkolwiek moi adwersarze zapewne powiedzą, że przejawiam w tym wypadku wyjątkową nieżyczliwość do kandydata PiS, a argument jest ad hominem a może nawet ad personam.

Bądź pierwszym, komentującym ten artykuł

Czytaj całość…
 
Słowo na niedzielę 20 czerwca 2010 Drukuj Email
16.06.2010.

Jan Woleński

Krótko i węzłowato, dlaczego nie należy głosować na Jarosława Kaczyńskiego. Daje się to streścić w dziewięciu punktach i jednym podsumowaniu.

Po pierwsze dlatego, że Jarosław Kaczyński  kandydat wprowadza do polityki wątki mistyczne. Oto stwierdził, że tylko serce bliźniaka jest w stanie pojąć zamierzenia polityczne jego zmarłego brata. Niech Jarosław Kaczyński ćwiczy tego rodzaju poznanie w innych dziedzinach, w każdym razie nie w polityce. Nadto kandydat PiS powinien wiedzieć o zamierzeniach brata-bliźniaka bez jakiejkolwiek potrzeby angażowania swego bliźniaczego serca, skoro sam je formułował.

Po drugiego dlatego, że kampania Jarosława Kaczyńskiego ciągle wykorzystuje (patrz punkt poprzedni) elementy rzeczywistych nieszczęść w celu wykreowania wizerunku narodowego biedactwa, któremu trzeba dać polityczne fory dla zrekompensowania osobistych strat moralnych jakie był poniósł. Ten osobliwy melanż całkiem przyziemnych interesów i politycznej akcji charytatywnej jest zdecydowanie nie na miejscu.

Po trzecie dlatego, że program Jarosława Kaczyńskiego jest ogólnikowy i nie zawiera żadnych konkretów, a więc będzie można go do woli konkretyzować, w szczególności, na modłę IV RP, od której kandydat PiS jakoś dystansuje się.

Po czwarte dlatego, że Jarosław Kaczyński i jego sztab posługują się kłamstwem, w szczególności,  dotyczącym zamierzeń PO w kierunku prywatyzacji służby zdrowia. Tak więc, politycy PiS nie zmienili swojego sposobu uprawiania polityki.

Po piąte dlatego, że  z obozu propagandy PiSowskiej płyną sygnały zgoła ostrzegawcze. Oto Rafał A. Ziemkiewicz, nadaktywny w ostatnich dniach, zapewne nie tylko z własnej inicjatywy, napisał w dniu  12 czerwca 2010: „Jeśli by wierzyć anonimowo udzielanym mediom wypowiedziom posłów PO, to w codziennej pracy Donald Tusk musi zachowywać się jak nie przymierzając Hitler w sławnej scenie z ‘Upadku'". Oto premier polskiego rządu jest aluzyjnie przyrównywany do wodza III Rzeszy. Tego jeszcze nie było, a wróży kierunek PiSowskiej retoryki, znacznie przewyższający sławetną uwagę o tym, gdzie stało ZOMO.

Po szóste także związane z propagandą) dlatego, że  Ziemkiewicz, niewykluczone, że stymulowany (zgadnij koteczku przez kogo)  zarysował ewentualną koalicję PiS - PSL - SLD wymierzoną przeciwko PO. Trzeba  przypomnieć w tym miejscu zapowiedzi Jarosława Kaczyńskiego o tym, że sojusz PiS z Lepperem nie wchodzi w rachubę i dalszą historię tego aliansu. Nie ma oczywiście powodu, by kwestionować sojusz jednej legalnej partii z inną jako niedopuszczalny, ale tradycyjnie antykomunistyczna PiS każe wątpić w szczerość jego intencji. Znacznie lepiej jest przyjąć, że hasło Jarosława Kaczyńskiego „Polska jest najważniejsza" trzeba rozumieć jako „Władza jest najważniejsza".

Po siódme dlatego, że Jarosław Kaczyński, jeśli wygra, to obsadzi kancelarię prezydenta personelem znacznie bardziej destrukcyjnym niż towarzystwo tam urzędujące za jego brata.

Po ósme dlatego, że chociaż można nauczyć się tego i owego w sprawie eksploatacji gazu łupkowego (przyznaję, że Bronisław Komorowski popełnił sporo gaf), to charakteru zmienić nie sposób. Jarosław Kaczyński był promotorem wszystkich wojen polsko-polskich po 1989 r., „koń jaki jest każdy widzi". I nie ma na to rady.

Po dziewiąte i najważniejsze dlatego, że prezydentura Jarosława Kaczyńskiego będzie jednym ciągiem potyczek z rządem i prób motania nowych aliansów. Kandydat PiS z rozbrajającą szczerością oświadczył, że obecny rząd będzie działał tylko przez kilkanaście miesięcy nowej prezydentury. Jest to nader czytelne przesłanie obecnie nadrzędnego celu działań Jarosława Kaczyńskiego, mianowicie wykorzystania swej prezydenckiej funkcji do odniesienia sukcesu w wyborach parlamentarnych. Jeśli więc chcecie mieć nieprzerwane pasmo awantur politycznych i torpedowania wszystkich poczynań rządu, głosujcie na Kaczyńskiego. Lepiej jednak nie ryzykować.

Po dziesiąte, dlatego, że wszystko, byle nie PiS, z uwagi na dziewięć powodów zaznaczonych wyżej.

Sugeruję, aby ten antykaczystowski dekalog był szeroko popularyzowany.

Otrzymałem od jednego z czytelników informację o komentarzu do mojego poprzedniego tekstu (o decyzjach wyborczych):

Komentarz (11)

Czytaj całość…
 
Głosowanie to decyzja Drukuj Email
07.06.2010.
Jan Woleński

 W samej rzeczy głosowanie wyborcze to nawet dwie decyzje. Pierwsza dotyczy udziału w wyborach, a druga sposobu. Zostawmy tę pierwszą na boku, przypominając jedynie, że im większa frekwencja wyborcza, tym mniejsze szanse PiS. Decyzje dzielą się na dokonywane w warunkach pewności, dokonywane w warunkach ryzyka i dokonywane w warunkach niepewności. Wiedza o wybieranych stanach świata jest kryterium podziału. Jeśli decydent (podmiot podejmujący decyzję) wie na pewno, co zdarzy się, wówczas jego decyzja dokonuje się w warunkach pewności. Powinien wtedy opowiedzieć się za najbardziej użyteczną alternatywą.

Sytuacja pewności w sprawie przyszłych zaszłości jest rzadka. Znacznie częściej mamy do czynienia z ryzykiem, polegającym w tym wypadku na tym, że decydent potrafi przypisać prawdopodobieństwo (ilościowe, a nie jakościowe) przyszłym stanom świata. Może wtedy zbudować macierz, której elementy są iloczynami użyteczności przez prawdopodobieństwo. Sekwencję takich elementów można uporządkować i wybrać maksymalny. Gdy podejmujemy decyzję w warunkach niepewności, nie jesteśmy w stanie przypisać stopnia prawdopodobieństwa w sensie matematycznym. Laplace, wybitny matematyk i astronom, żyjący w XVIII w., proponował taką oto regułę: „Uznaj wszystkie stany świata za równoprawdopodobne i kieruj się użytecznością". Problem polega jednak na tym, że nasza ignorancja nigdy nie jest całkowita, bo zawsze coś wiemy i czegoś   nie wiemy. Co wtedy? Jedni zalecają kryterium maksymalizacji zysku (maxi-min), inni minimalizację straty (mini-max). Jest przy tym tak, że maksymalizacja zysku znacznie ogranicza możliwość minimalizacji straty, a minimalizacja straty pociąga za sobą limitację maksymalizacji zysku.

Komentarz (3)

Czytaj całość…
 
Dmuchać na zimne Drukuj Email
02.06.2010.
Jan Woleński

Sondaże w sprawie wyniku prezydenckich wyborów są stabilne. Komorowski ma sporą przewagę nad Kaczyńskim (podobnie jak PO na PiS), a niektóre prognozy zapowiadają, że elekcja zakończy się już w pierwszej turze. Wszelako sondaże mają to do siebie, że nie zawsze sprawdzają się. Jest mało prawdopodobne, aby obecne badania opinii publicznej dotarły do żelaznego elektoratu PiS, ciągle liczbowo poważnego. Ostatnie wyniki  pokazują, że frekwencja może być niska i wynieść około 40%, a to działa na korzyść Kaczyńskiego; PiS zwyciężył w 2005 r. właśnie przy takiej frekwencji. Niejasna jest też postawa Kościoła katolickiego. Wprawdzie większość hierarchów zachowuje powściągliwość, ale są tacy, którzy nie szczędzą słów poparcia dla kandydata PiS. Nie jest wykluczone, że zwykli księża złamią ciszę wyborczą w dniu 20 czerwca lub 4 lipca i będą publicznie nawoływać do głosowania na Jarosława Kaczyńskiego, co może wpłynąć na wynik wyborów.

Jarosław Kaczyński jest w sytuacji podbramkowej. Jeśli przegra, straci znaczenie jako polityk, a jego partia może albo nie przetrwać porażki lub też poszukać sobie innego przywódcy. Tak więc, Kaczyński, jego sztab i PiS jako ugrupowanie zrobią wszystko, by wybory przyniosły sukces tej formacji i jej liderowi. Aktywiści PiS mają tez zapewne na uwadze interes osobisty, mianowicie liczą na stanowiska w Kancelarii Prezydenckiej. W rzeczywistości, sytuacja jest bardziej skomplikowana niż przedstawia to uproszczony obraz bazujący li tylko na uproszczonym obrazie rywalizacji dwóch głównych postaci polskiej sceny politycznej, mianowicie Tuska i Kaczyńskiego. Wprawdzie podtrzymuję zdanie, że zwycięstwo Kaczyńskiego nie zmieni układu sił na polskiej scenie politycznej i wszystko rozstrzygnie się w wyborach parlamentarnych w sposób istotny i może mieć bardzo fatalne skutki dla stabilności PiS, ale mimo to jestem za tym, aby prezydentem nie został. Dlatego ważne jest przyglądanie się PiSowskiej strategii wyborczej, także formułowanie i rozpowszechnianie argumentów przeciwko niej.    

Bądź pierwszym, komentującym ten artykuł

Czytaj całość…
 
Strategie Drukuj Email
16.05.2010.

Jan Woleński

Kampania wyborcza ruszyła na dobre. Można już chyba określić strategie obu głównych kandydatów. J. Kaczyński zaczął jako żałobnik („przygnieciony krzyżami") i opiekun chorej matki („czuwa nad nią pod kilkanaście godzin"), a przeto osoba nie mająca ani głowy ani czasu do aktywności publicznej. To już jednak jest przeszłość. Kandydat PiS udzielił już pierwszego wywiadu, a wcześniej wystosował apel do Rosjan. W tym drugim chciał się pokazać jako mąż stanu o randze międzynarodowej. Trudno przypuścić, aby przekonał Rosjan o swoich przyjacielskich zamiarach. Nie mają powodu, aby zapomnieć o jego przemówieniu w parlamencie, w którym kwestionował przedłużenie umowy energetycznej z Rosją, gdyż, jak argumentował, światłowody towarzyszące urządzeniom przesyłowym będą służyć podsłuchiwaniu polskiej sieci telefonicznej. Niewykluczone, że był to jeden z motywów dla budowy bałtyckiego systemu transportu gazu. Rosjanie nie zapomną też protestów Kaczyńskiego przeciwko zaproszeniu Putina na Westerplatte. Była też w apelu gafa polegająca na wyraźnym wspomnieniu milionów żołnierzy rosyjskich poległych w II wojnie światowej, aczkolwiek połowa z niej była innych narodowości. Zostało to zresztą podkreślone defiladą w Moskwie w dniu 9 maja. Orędzie Kaczyńskiego było po prostu pretensjonalne w formie (fortepian w tle) i treści (początek o ukochanym bracie i jego myślach). Trzeba o nim myśleć akurat odwrotnie niż chcą PiSowscy propagandziści.

 

Bądź pierwszym, komentującym ten artykuł

Czytaj całość…
 
Wyjaśnienie i śledztwo Drukuj Email
10.05.2010.
Jan Woleński

 W języku prawniczym „śledztwo" oznacza sformalizowane postępowanie prowadzone przez uprawnione do tego organy, przede wszystkim prokuraturę (ale bywają też parlamentarne komisje śledcze). Śledztwo na temat zdarzenia X prowadzone jest przez prokuraturę miejsca (kraju), na terenie którego miało miejsce wydarzenie będące przedmiotem czynności śledczych, o ile obowiązujące przepisy, np. umowy międzynarodowe  nie stanowią inaczej. Wyjaśnienie jest kategorią metodologiczną odnoszącą się do czynności zmierzających, dlaczego coś miało (ma) miejsce. Śledztwo może obejmować wyjaśnianie, ale wcale nie musi. Jeśli oskarża się kogoś o popełnienie przestępstwa, śledztwo musi ustalić, czy ta osoba dopuściła się czynu, który jej się zarzuca, ale niekoniecznie trzeba ustalić, dlaczego to zrobiła. Wyjaśnienie może stosować prawa przyrody (np. gdy chcemy wyjaśnić, dlaczego planety poruszają się po takich a nie innych torach,  odwołujemy się do praw fizyki), ale też polegać na określaniu zespołu przyczyn, których efektem jest objaśniane zdarzenie. Tę drugą procedurę wykorzystuje się w historii i zwie się wyjaśnianiem genetycznym. Gdy chcemy np. wyjaśnić, dlaczego miała miejsce zmiana ustrojowa w Polsce w 1989 r., konstruujemy stosowny ciąg przyczynowo-skutkowy, który ma odtwarzać proces prowadzący do załamania się starego systemu politycznego w naszym kraju. Historykom dobrze znane są kłopoty związane z wyjaśnieniem genetycznym. W którym momencie trzeba zacząć ciąg przyczynowo-skutkowy, np. w 1918 r., 1939 r. czy 1944 r.? Jak określić wagę przyczyn, zwłaszcza tych bliższych wyjaśnianemu faktowi, np. problemy ekonomiczne PRL, politykę amerykańską, działalność „Solidarności", pontyfikat Jana Pawła II, czy zmiany w ZSRR? Co, tj. jak szeroki materiał można, należy wziąć pod uwagę, np. kontekst ekonomiczny, międzynarodowy itp.?

Przypominam te proste kwestie w związku z pytaniami o wyjaśnienie i śledztwo katastrofy pod Smoleńskiem (dalej będę używał słowa „katastrofa" w odpowiednim przypadku). Wiele osób domaga się, aby Polska przejęła śledztwo w sprawie katastrofy. Otóż, nie może tego uczynić ze względów prawnych, ponieważ Smoleńsk leży na terytorium Federacji Rosyjskiej, a nie ma przepisów, które by umożliwiały przeniesienie śledztwa do Polski. Dywagacje, czy samolot, który uległ katastrofie (dalej „samolot prezydencki", chociaż ten termin nie jest właściwy), był wojskowy czy nie, a wizyta oficjalna lub nie, są w tym kontekście bez znaczenia. Jeśli chodzi natomiast o wyjaśnianie katastrofy, to Polska może to uczynić samodzielnie, we współpracy z Rosją (to reguluje  umowa z 1993 r.) lub nawet zmierzać do powołania komisji międzynarodowej. Pamiętać jednak należy, że podstawowym materiałem faktograficznym dysponuje Rosja i od niej zależy dopuszczenie do niego strony obcej. Powinni sobie zdawać z tego sprawę wszyscy, którzy dyskutują o katastrofie. PiS i jego sympatycy wyrażają takie oto postulaty: „wprawdzie wiemy, że Rosjanie prawdopodobnie odmówią przekazania śledztwa, ale rząd polski wykazałby aktywność w sprawie katastrofy, gdyby wystąpił o  przeniesienie śledztwa", czy „wiemy, że Rosjanie i tak ujawnią to, co będą chcieli, ale powinniśmy dążyć do tego, aby znana była maksymalna ilość faktów, a to jest możliwe wtedy, gdy wyjaśniać będzie strona polska lub międzynarodowa komisja". Propagandowy charakter tych wezwań jest widoczny jak na dłoni. Są one skierowane przeciwko obecnym władzom polski, a nie dyktowane chęcią wyjaśnienia katastrofy. Co więcej, Rosjanie na pewno starannie monitorują polską scenę polityczno-medialną i zdają sobie sprawę, że roszczenia części Polaków są podszyte autentyczną lub udawaną nieufnością do śledztwa i wyjaśnienia prowadzonego przez organy rosyjskie. Można wzruszać ramionami na głupoty opowiadane przez rozmówców Pospieszalskiego czy wypisywane w „Naszym Dzienniku", ale Rosjanie mają prawo traktować je poważnie. Tym bardziej więc będą ostrożni w przekazywaniu informacji, które mogłyby być interpretowane na ich niekorzyść. Postulaty, aby śledztwo przeniesiono do Polski są absurdalne z prawnego punktu widzenia. Te zaś dotyczące zminimalizowania strony rosyjskiej w wyjaśnianiu, niemądre metodologicznie, bo mogą ograniczyć bazę faktograficzną,  i politycznie, bo nie współgrają z oświadczeniami o nowej jakości stosunków polsko-rosyjskich. Jak strona rosyjska ma wierzyć, że idzie ku lepszemu, skoro „Wiadomości" telewizji publicznej najpierw emitują video-oświadczenie J. Kaczyńskiego „Do przyjaciół Rosjan", a zaraz potem, serwują kpiny z parady w Moskwie i materiał o tym, jak Rosjanie słabo zabezpieczają teren katastrofy. Nawiasem mówiąc, owo oświadczenie jest jakby repliką znanego wiersza „Do przyjaciół Moskali", ale różnica pomiędzy tymi dwoma przesłaniami jest dokładnie taka, jak pomiędzy Adamem Mickiewiczem a Jarosławem Kaczyńskim.

Komentarz (1)

Czytaj całość…
 
Manewry plenipotentów Drukuj Email
05.05.2010.
Jan Woleński

 Okoliczności, które spowodowały przyspieszoną elekcję prezydencką, także zdeterminowały przebieg kampanii wyborczej. Dwaj główni pretendenci znaleźli się w delikatnej sytuacji. Wprawdzie Jarosław Kaczyński sam siebie uważa za sukcesora swego brata i tak też jest przedstawiany przez swych zwolenników, ale nie jest publicznie zbyt aktywny. Poza ogólnikowymi deklaracjami o potrzebie kontynuowania „Polski solidarnej", wypowiedział  się publicznie tylko raz apelując do swej partii, aby nie dała się sprowokować. Wedle zapowiedzi ma być bardziej widoczny w drugiej połowie maja. Bronisław Komorowski także mówi niewiele w ramach kampanii przedwyborczej. W gruncie rzeczy nie musi, bo jego przewaga, przynajmniej ta sondażowa, jest wyraźna. Obaj rywale uważają, zapewnie słusznie, że wzajemne ataki zostałyby odebrane jako coś niestosownego, więc wolą milczeć. Inni kandydaci są najwyraźniej skrępowani postawą Kaczyńskiego i Komorowskiego, więc zachowują się podobnie, co znaczy, że nie bardzo są w stanie powiększyć swoje szanse. Szkoda, bo zwycięstwo lidera PiS będzie szkodliwe (wielokrotnie pisałem dlaczego, więc nie ma sensu powtarzać argumentów), a sukces PO spowoduje przejęcie całości władzy przez tę partię, a taki stan rzeczy na ogół nie sprzyja właściwemu biegowi spraw publicznych.

Bądź pierwszym, komentującym ten artykuł

Czytaj całość…
 
««  start « poprz. 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 nast.  » koniec »»

Pozycje :: 1 - 12 z 209
© 2010 Ruch na Rzecz Demokracji
Joomla! is Free Software released under the GNU/GPL License.