|
09.03.2010. |
|
Jan
Woleński
Dwudniowy zjazd PiSu przyniósł dwie
niespodzianki. Po pierwsze, Jarosław Kaczyński został wybrany prezesem. Gdzie
tutaj niespodzianka? - ktoś zapyta. Śpieszę wyjaśnić, że sam wybór nie był
zaskoczeniem, natomiast to, że Prezes nie dostał 100-procentowego poparcia
dziwi. Ponoć ogłaszający wyniki szczerze stwierdził „Niestety zdarzyły się
głosy wstrzymujące i przeciw". Prezes dostał prawie 1000 głosów a
wstrzymujących i przeciw było około 70, ale zdecydowanie za dużo. Jeden z
działaczy ma wątpliwości, że był tylko jeden kandydat na szefa partii, ale już
zapowiedziano, że poniesie tego konsekwencje. Krótko mówiąc, zjazd odbywał się
pod hasłem: ein PiS, eine vierte RP, ein Vorsitzer. Proszę sobie niczego specjalnego
nie kojarzyć z tym, ponieważ prototyp był realny i budzący grozę, a powyższe 3 razy e, jest
częściowo wirtualne i komiczne. Niespodzianka druga, to prośba PiS do Lecha
Kaczyńskiego, aby ten był kandydatem tej partii w nadchodzących wyborach
prezydenckich. Nominat po prośbie, by tak rzec, Drugi Brat jeszcze nie podjął
decyzji, ba, nawet oświadczył, że decyzja PiS nie jest dla niego wiążąca. Co to porobiło się? Czyżby Brat Prezes
stracił autorytet u Brata Prezydenta i nie może mu polecić, aby starał się
kolejny raz wykonać zadanie? To zrozumiałe, że Brat Prezydent nie spieszy się z
decyzją. Trapił się jakiś czas temu, że żadna poważna siła polityczna go nie
popiera. PiSTage pokazały, że nadal tak jest. I nie wygląda, aby sytuacja
zmieniła się.
Klapa zjazdu PiS była tak wielka, że nawet usłużni
dziennikarze, przede wszystkim z radiowej
Trójki i „Rzeczpospolitej", stracili rezon i ograniczają się do nader
powściągliwych pochwał. W samej rzeczy, dwa dni obrad pod prezydencją J.
Kaczyńskiego były farsą na cztery fajerki. Słuchając przemówienia Prezesa miało
się wrażenie, że obcujemy z kabaretem na temat kongresów PZPR. Dialog z salą,
prymitywne żarty z innych ugrupowań i utopijne projekty, z których wczasy w
Egipcie zrobiły prawdziwą furorę. Nawet w czasach demonstrowania monolityczności
PZPR nikt jednak nie krzyczał „moje myśli są wyrażane przez I sekretarza" itp.
Może już nawet nie trzeba powtarzać „Wszystko, byle nie PiS". Może, ale nie zawadzi
o tym pamiętać.
Bądź pierwszym, komentującym ten artykuł |
|
25.02.2010. |
|
Jan Woleński
J. Kaczyński
zapowiedział ujawnienie kompromitujących informacji o kandydatach PO na
prezydenta. Niektórzy komentatorzy określili to jako zapowiedź tzw. haków.
Prawicowa prasa zawrzała: „Jakże to, przecież prezes PiS nie użył słowa „hak",
to wymysł mediów nieżyczliwych braciom Kaczyńskim". Jak zwać, tak zwać, ale za
słowami poszły czyny. L. Kaczyński wystosował list do D. Tuska, przypominając,
że ostrzegał go przed R. Sikorskim, jednym z kandydatów. Równocześnie prezydent
oświadczył, że nie da się wciągnąć w przedwyborczą grę. Tym razem, czyny nie
poszły za słowami, ponieważ już wciągnął się. „Gazeta Wyborcza" ujawniła to i
owo w sprawie zawartości materiałów w dyspozycji Biura Bezpieczeństwa
Narodowego, działającego przy Prezydencie RP. Co kryją lochy BBN? - tak
brzmiało pytanie. Prawicowi publicyści znowu oburzyli się, tym razem na język.
Bądź pierwszym, komentującym ten artykuł |
|
Czytaj całość…
|
|
18.02.2010. |
|
Jan Woleński
To znaczy nie wyborach, aczkolwiek byłoby o czym. Dzisiaj o tym, czy możemy czuć się bezpiecznie na
ulicach naszych miast i czy możemy liczyć na pomoc bliźnich. Oto kilka faktów.
Poznań, Noc Sylwestrowa, grupa młodych ludzi czeka na autobus. Nagle pojawia
się kilku wyrostków i od razu przystępują do bicia, chłopców i dziewczęta.
Nadjeżdża autobus pełen ludzi. Kierowca nawet nie zatrzymuje i odjeżdża. Ktoś
dzwoni na policję. Oficer dyżurny odpowiada, aby mu nie zawracać głowy, bo ma
już siedemdziesiąt takich zgłoszeń. Warszawa, kilka dni temu. Dwóch nastolatków
rzuciło koszem w autobus. Jeden z pasażerów wysiadł, oficer policji, jak
okazało się potem, aby interweniować. Jeden z napastników go przytrzymał, drugi
zadźgał nożem. Warszawa, bodaj dzień później, grupa młodzieńców zabawiała się
celowaniem kamieniami w autobus, celowali przede wszystkim w głowę kierowcy.
Przy okazji rzecznik MZK w stolicy ujawnił, że kilkadziesiąt pojazdów jest
rocznie niszczonych w ten sposób. Warszawa, informacja przypadkowo zasłyszana w
radio. Od początku zimy straż miejska odnotowała około 20 tysięcy przypadków
nieodśnieżenia chodników czy usunięcia sopli lodowych zagrażających zdrowiu, a
nawet życiu przechodniów.
Bądź pierwszym, komentującym ten artykuł |
|
Czytaj całość…
|
|
|
04.02.2010. |
|
Jan Woleński
Decyzja
Donalda Tuska o rezygnacji z kandydowania na urząd prezydenta RP jest w pełni
racjonalna. Miał on takie możliwości:
1. pozostanie
premierem i porażka L. Kaczyńskiego w wyborach prezydenckich z kandydatem PO
2. pozostanie
premierem i porażka L. Kaczyńskiego w wyborach prezydenckich z kimkolwiek;
3. pozostanie
premierem i zwycięstwo L. Kaczyńskiego w wyborach prezydenckich;
4. zwycięstwo w
wyborach prezydenckich;
5. porażka w
wyborach prezydenckich z L. Kaczyńskim.
1 jest
optymalne, bo eliminuje PiS na rzecz PO, 2 jest na drugim miejscu, bo także
eliminuje PiS, ale ogranicza PO, 3 jest na trzecim miejscu, ponieważ zachowuje
status quo, co daje dobrą pozycję wyjściową przed wyborami parlamentarnymi, 4
jest gorsze niż 3, bo wymaga rezygnacji Tuska z władzy i przywództwa w partii,
co może prowadzić do sporów wewnątrz niej, 5 jest najgorsze, bo wzmacnia
rywala, jak również byłoby prestiżową katastrofą. Tak więc, Tusk wybrał wariant, który pomaga trzem
najbardziej korzystnym scenariuszom dla jego partii. Zawsze może zmienić
decyzję i jednak wystartować w wyborach, o ile, jego zdaniem, sytuacja będzie
tego wymagała.
Bądź pierwszym, komentującym ten artykuł |
|
Czytaj całość…
|
|
|
28.01.2010. |
|
Jan Woleński
Oglądając polską
scenę polityczną można dojść do wniosku, że afery są najważniejsze, nawet te,
które nie wiadomo, czy zaszły, ale mogły zajść. Tzw. afera hazardowa zajmuje
serca i umysły większości medialnych reprezentantów społeczeństwa. Sejmowa
komisja śledcza w tej sprawie nosi nazwę „Komisja Hazardowa", jej obrady są z
zapartym tchem śledzone przez miliony telewidzów i szeroko komentowane.
Dziennik „Rzeczpospolita" poświęca jej przeciętnie dwa komentarze dzienne i
artykuł relacjonujący obrady.
Bądź pierwszym, komentującym ten artykuł |
|
Czytaj całość…
|
|
|
19.01.2010. |
|
Jan
Woleński
Wprawdzie wybory prezydenckie dopiero za 9 miesięcy, ale trzeba myśleć o nich już teraz. Na razie jedynie kilku polityków zadeklarowało bezpośrednio lub pośrednio gotowość kandydowania, a
niektórzy czynią to warunkowo. Jerzy Szmajdziński, Andrzej Olechowski czy Tomasz Nałęcz zaczęli prawie oficjalnie swe kampanie wyborcze. Pojawiła się też pierwsza koalicja międzypartyjna, mianowicie Sojuszu Lewicy Demokratycznej i Unii Pracy. Główni pretendenci do Pałacu Prezydenckiego jeszcze nie podjęli decyzji i zapowiadają, że uczynią to w ciągu miesięcy wiosennych.
Komentarz (2) |
|
Czytaj całość…
|
|
|
12.01.2010. |
|
Jan Woleński
Pan Lesław Maciejewski,
obywatel Świnoujścia złożył pozew
cywilny domagający się zdjęcia krzyża wiszącego w Urzędzie Miasta w tej
miejscowości. Powołał się przy tym na Konstytucję, Europejską Konwencję Praw
Człowieka i swoje prawa obywatelskie. Stwierdził
też, iż został zainspirowany orzeczeniem Europejskiego Trybunału Praw Człowieka
z 4 listopada 2009 r. przyznające rację obywatelce Włoch domagającej się
usunięcia krzyży z sal lekcyjnych; orzeczenie to było komentowane przeze mnie w
jednym z poprzednich felietonów. Prezydent Świnoujścia oświadczył, że krzyża
nie zdejmie aż do ostatecznego załatwienia sprawy przez sąd. Jeśli sąd I instancji
przyzna rację powodowi, prezydent odwoła się do sądu wyższego. W każdym razie,
będzie walczył, jak to określił. Pan Maciejewski też zamierza skorzystać z
dalszych możliwości i nie wyklucza, że sprawa skończy się w Strassburgu.
Bądź pierwszym, komentującym ten artykuł |
|
Czytaj całość…
|
|
|
Prawdziwe przyczyny sukcesu sportowego |
|
30.12.2009. |
|
Jan Woleński
Jedni powiedzą talent,
inni ciężka praca i dobry, jeszcze inni szczęście, np. gra w dobrej drużynie
czy starty w dobrym towarzystwie. Zapewne jest tak, że każdy z tych czynników
ma swoje znaczenie. Gdyby jednak zrobić ankietę wśród znawców sportu, zapewne
nikt nie wpadłby na wyjaśnienie udzielone przez pewnego piłkarza. Ujawnił on,
że codziennie chodzi do kościoła, katolickiego rzecz jasna, a jeśli zdarzy mu
się absencja, źle z tym czuje się. To jego sprawa i nie należy się z tego
naigrawać. Wśród sportowców są ludzie nader religijni. Znany jest przypadek
hokeisty, reprezentanta Polski, który zrezygnował z kariery sportowej, bo
zdecydował się na kapłaństwo.
Jedni powiedzą talent,
inni ciężka praca i dobry, jeszcze inni szczęście, np. gra w dobrej drużynie
czy starty w dobrym towarzystwie. Zapewne jest tak, że każdy z tych czynników
ma swoje znaczenie. Gdyby jednak zrobić ankietę wśród znawców sportu, zapewne
nikt nie wpadłby na wyjaśnienie udzielone przez pewnego piłkarza. Ujawnił on,
że codziennie chodzi do kościoła, katolickiego rzecz jasna, a jeśli zdarzy mu
się absencja, źle z tym czuje się. To jego sprawa i nie należy się z tego
naigrawać. Wśród sportowców są ludzie nader religijni. Znany jest przypadek
hokeisty, reprezentanta Polski, który zrezygnował z kariery sportowej, bo
zdecydował się na kapłaństwo.
Bądź pierwszym, komentującym ten artykuł |
|
Czytaj całość…
|
|
|
14.12.2009. |
|
Jan
Woleński
Najlepiej ich można
zobaczyć rano w autobusie lub tramwaju, gdy udają się do szkoły. Jedni drzemią,
inni rozmawiają, jeszcze inni uporczywie patrzą się przez okno. Często słuchają
muzyki, obowiązkowo mają komórki w rękach. Gdy rozmawiają, padają wulgarne
słowa, najczęściej jako znaki interpunkcyjne. W większości ani myślą ustąpić
starszym lub nawet kalekim bliźnim miejsca; czyni to 5%, może dwa razy więcej
młodych ludzi, częściej dziewczyny niż chłopcy. Okupują także siedzenia oznaczone krzyżem, a więc z góry przeznaczone
dla osób specjalnej troski. Rzucają aroganckie spojrzenia, a nierzadko można
usłyszeć „Niech sobie star(a) zgred (dziadzio, babcia) postoi". Dawniej, gdy
zwracano im uwagę, wstawali, niezbyt chętnie, ale jednak. Potem zaczęli
odmawiać przekleństwami, a teraz patrzą się ironicznie i nie reagują. Można
nawet powiedzieć, że jest to jakaś miara ewolucji zachowania się młodych ludzi
wobec starszych. Ci bardziej wrażliwi udają, że obserwują życie na ulicy przez
okna pojazdu. To oczywiście pozór, a nie znak jakiegokolwiek zainteresowania
tym, co dzieje się na zewnątrz (oczywiście, o ile nie ma jakiegoś szczególnego
widoku) lub zabytkami znajdującymi się na trasie przejazdu.
Bądź pierwszym, komentującym ten artykuł |
|
Czytaj całość…
|
|
|
W stronę państwa wyznaniowego |
|
04.12.2009. |
|
Jan Woleński
W środku byłego stołecznego miasta Krakowa wycięto drzewa z powodu budowy parkingu. Uczyniono to bez zezwolenia właściwych władz. Normalnie taka rzecz kosztuje 300 tys. zł kary od jednej wyciętej sztuki i powoduje obowiązek przywrócenia terenu do stanu poprzedniego, w tym wypadku posadzenia nowych drzewek. Urząd m. Krakowa rozpoczął procedurę, ale rychło z niej zrezygnował. Drzewa wycięto bowiem na terenie jednej parafii. Ktoś, kto sprawę pilotował, usłyszał, że lepiej będzie, gdy o niej zapomni. Proboszcz parafii i przedstawiciele kurii metropolitarnej w Krakowie argumentowali, że księża też ludzie i parkingu potrzebują.
Bądź pierwszym, komentującym ten artykuł |
|
Czytaj całość…
|
|
|
27.11.2009. |
|
Jan Woleński
Przypominam, że krucjatami nazywano wojny w obronie krzyża, dokładniej mówiąc dla oswobodzenia Ziemi Świętej z rąk niewiernych. Zupełnie niespodziewanie mamy nową krucjatę, spowodowaną orzeczeniem Europejskiego Trybunału Praw Człowieka z dnia 6 listopada 2009 r. Trybunał przyznał rację p. Lautsi, obywatelce Włoch fińskiego pochodzenia, że krzyż nie powinien wisieć na ścianie w szkole publicznej oraz, że obecność krzyża w szkole przeszkadza w wychowaniu dzieci zgodnie z ateistycznym światopoglądem. Trybunał przyznał też odszkodowanie pieniężne stronie skarżącej. Od razu powiem, że to ostatnie nie bardzo podoba mi się, gdyż uważam, że tym lepiej, im kwestie światopoglądowe są z dala od roszczeń materialnych.
Komentarz (1) |
|
Czytaj całość…
|
|
|
17.11.2009. |
|
Jan Woleński
Adam Michnik otrzymał ostatnio dwa doktoraty honoris causa, w dniu 13 listopada od Uniwersytetu Karola w Pradze i w dniu 17 listopada od Uniwersytetu Pedagogicznego im. Komisji Edukacji Narodowej w Krakowie. Tuż przed rozpoczęciem uroczystości w Krakowie zorganizowano pikietę protestacyjną. Kierował nią działacz lokalnej prawicy, kiedyś instruktor jednego z komitetów dzielnicowych PZPR w Krakowie. Wykrzykiwał, że oto czerwoni przyznali godność honorową różowemu. Do protestujących dołączył księdza znany ze swych lustracyjnych zabiegów. Miał swego czasu kłopoty z przełożonymi. Gdy zaoferowano mu pomoc w postaci publicznej obrony jego przekonań, poprosił o zaniechanie jakichkolwiek działań, gdyż, jak oświadczył, mógłby na siebie sprowadzić jeszcze większe przykrości. Tuż po rozpoczęciu uroczystości ktoś wstał i oświadczył, że przyznanie Michnikowi doktoratu honoris causa jest hańbą. Dziennik „Rzeczpospolita" skwapliwie opisał wydarzenie, aczkolwiek nie do końca dokładnie. Nie jest np. prawdą, że do auli Uniwersytetu Pedagogicznego można było dostać się tylko za zaproszeniem lub legitymacją dziennikarską. Faktycznie mógł wejść każdy, kto chciał. Gazeta pomyliła także kworum potrzebne do podjęcia uchwały na posiedzeniu Rady Wydziału z większością wszystkich członków tego gremium. Istotnie, gdyby zsumować nieobecnych i tych, co byli przeciw, stanowiłoby to więcej niż połowę. Tyle tylko, że do ważności uchwały wystarcza większość tych, co są obecni, o ile w sumie stanowią kworum. „Rzeczpospolita" pominęła całkowitym milczeniem fakt, że redaktor naczelny „Gazety Wyborczej" otrzymał doktorat honoris causa Uniwersytetu Praskiego, najstarszej uczelni w Europie Środkowej.
To bardzo pouczające wydarzenie. Wiadomo, że Adam Michnik jest postacią kontrowersyjną, wzbudzającą sympatię u jednych i nienawiść u innych. To zrozumiałe. Jedni go nie lubią za pochodzenie, inni za sukces, jeszcze inni za poglądy. Niemniej jednak, Adam Michnik jak mało kto przyczynił się do tego, aby były aktywista partyjny i organizator wieców poparcia dla Edwarda Gierka mógł kierować pikietą prawicową bez obawy, że zaraz zostanie aresztowany czy, aby duchowny mógł lustrować do woli i wedle własnych subiektywnych kryteriów i aby X-iński mógł wstać i wykrzyczeć to, co ma do zarzucenia decyzji władz Uniwersytetu Pedagogicznego w Krakowie. Zdumienie budzi fakt, że dziennik „Rzeczpospolita" reklamujący się jako obiektywne medium tego nie jest w stanie zrozumieć.
Bądź pierwszym, komentującym ten artykuł |
|
|
10.11.2009. |
|
Jan Woleński
Pora odpocząć od codzienności i męczącej doraźnej praktyki politycznej. Zajmijmy się więc kwestiami teoretycznymi, aczkolwiek na koniec trzeba będzie wrócić do konkretów. Wiele ostatnio dyskutuje się o liberalizmie, zapominając, że oznacza on co najmniej dwie rzeczy. Po pierwsze, mamy do czynienia z liberalizmem ekonomicznym, postulującym, że podmioty gospodarowania są wolne w swej działalności i kierują się w niej dążeniem do maksymalizacji zysku i minimalizacji straty. W idealnym modelu sformułowanym przez Adama Smitha, gdy wszystkie podmioty są wolne, rachunek ekonomiczny jest kształtowany przez tzw. niewidzialną rękę rynku, czyli prawo popytu i podaży. Po drugie, mamy do czynienia z liberalizmem politycznym, postulującym, że obywatelom z mocy ich statusu (lub natury, jeśli ktoś woli) przysługują pewne prawa, np. nietykalności, swobody wypowiedzi, wolności sumienia itp. Te prawa kształtują sferę wolności, zarówno tej od czegoś (negatywnej) jak i do czegoś, czyli pozytywnej. W historii bywało tak, że ci sami teoretycy, np. John Locke czy Adam Smith, głosili oba liberalizmy. Łatwo zauważyć zresztą, ze są bardzo ściśle ze sobą związane. Bywa jednak i tak, że jeden liberalizm funkcjonuje bez drugiego, np. współczesne Chiny popierają liberalizm ekonomiczny, natomiast nie dopuszczają politycznego. To jednak można potraktować jako osobliwość współczesnego świata. W modelu europejskim, liberalizm polityczny i ekonomiczny współwystępują.
Komentarz (1) |
|
Czytaj całość…
|
|
|
02.11.2009. |
|
Jan Woleński
Są dwa pojęcia biurokracji, naukowe i potoczne. Wedle pierwszego, biurokracja jest zhierarchizowanym systemem urzędniczym, którego istotą jest obieg dokumentów. Jak taka jest niezbędnym elementem struktury każdego państwa. Może być oczywiście sprawna lub nie, ale to inna sprawa. W sensie potocznym, biurokracja jest bezdusznym aparatem utrudniającym życie zwyczajnemu obywatelowi. Prawdopodobnie jest tak, że każda biurokracja w rozumieniu naukowym ma tendencję do wynaturzania się. Żartobliwymi ujęciami tego faktu są zasada Petera (każdy awansuje aż do szczytu własnej niekompetencji) czy prawo Parkinsona (każda instytucja wzrasta liczebnie do stanu, w którym staje się tak wielka, że do swego istnienia nie potrzebuje żadnych bodźców z zewnątrz, bo całą pracę wykonuje w związku z własną strukturą wewnętrzną). Nadto, jak powszechnie zwraca się uwagę, biurokracja jest kosztowna. Prawo Parkinsona decyduje o tym wprost, a zasada Petera pośrednio, gdyż najlepszym ukryciem własnej niekompetencji jest wysoka pensja i klauzula w umowie, że opuszczenie stanowiska powoduje wysokie odszkodowanie.
Bądź pierwszym, komentującym ten artykuł |
|
Czytaj całość…
|
|
|
25.10.2009. |
|
Jan Woleński
Po dwóch felietonach dotyczących afer i zagrywek wokół nich, powróćmy do codzienności. PKP, czyli Polskie Koleje Państwowe są dobrą okazją po temu. Przez dziesięciolecia była to potężna jednolita instytucja, niejako państwo w państwie. Miała własną łączność, własną policję, czyli Straż Ochrony Kolei i własny podział. W gruncie rzeczy, łączność pozostała, SOK również, ale zmieniła się struktura. W latach 1990-tych (chyba na początku) zniknęły Dyrekcje Okręgowe Kolei Państwowych. Było ich zaledwie kilka, a dyrektorzy tych kolosów mogli uchodzić za prawdziwe paniska, np. jeździli salonkami. Po reformie DOKP-y zostały zastąpione przez spółki.
Bądź pierwszym, komentującym ten artykuł |
|
Czytaj całość…
|
|
| «« start « poprz. 1 2 3 4 5 6 7 8 9 nast. » koniec »»
| | Pozycje :: 1 - 15 z 125 | |