|
04.02.2010. |
|
Jan Woleński
Decyzja
Donalda Tuska o rezygnacji z kandydowania na urząd prezydenta RP jest w pełni
racjonalna. Miał on takie możliwości:
1. pozostanie
premierem i porażka L. Kaczyńskiego w wyborach prezydenckich z kandydatem PO
2. pozostanie
premierem i porażka L. Kaczyńskiego w wyborach prezydenckich z kimkolwiek;
3. pozostanie
premierem i zwycięstwo L. Kaczyńskiego w wyborach prezydenckich;
4. zwycięstwo w
wyborach prezydenckich;
5. porażka w
wyborach prezydenckich z L. Kaczyńskim.
1 jest
optymalne, bo eliminuje PiS na rzecz PO, 2 jest na drugim miejscu, bo także
eliminuje PiS, ale ogranicza PO, 3 jest na trzecim miejscu, ponieważ zachowuje
status quo, co daje dobrą pozycję wyjściową przed wyborami parlamentarnymi, 4
jest gorsze niż 3, bo wymaga rezygnacji Tuska z władzy i przywództwa w partii,
co może prowadzić do sporów wewnątrz niej, 5 jest najgorsze, bo wzmacnia
rywala, jak również byłoby prestiżową katastrofą. Tak więc, Tusk wybrał wariant, który pomaga trzem
najbardziej korzystnym scenariuszom dla jego partii. Zawsze może zmienić
decyzję i jednak wystartować w wyborach, o ile, jego zdaniem, sytuacja będzie
tego wymagała.
Bądź pierwszym, komentującym ten artykuł |
|
Czytaj całość…
|
|
28.01.2010. |
|
Jan Woleński
Oglądając polską
scenę polityczną można dojść do wniosku, że afery są najważniejsze, nawet te,
które nie wiadomo, czy zaszły, ale mogły zajść. Tzw. afera hazardowa zajmuje
serca i umysły większości medialnych reprezentantów społeczeństwa. Sejmowa
komisja śledcza w tej sprawie nosi nazwę „Komisja Hazardowa", jej obrady są z
zapartym tchem śledzone przez miliony telewidzów i szeroko komentowane.
Dziennik „Rzeczpospolita" poświęca jej przeciętnie dwa komentarze dzienne i
artykuł relacjonujący obrady.
Bądź pierwszym, komentującym ten artykuł |
|
Czytaj całość…
|
|
19.01.2010. |
|
Jan
Woleński
Wprawdzie wybory prezydenckie dopiero za 9 miesięcy, ale trzeba myśleć o nich już teraz. Na razie jedynie kilku polityków zadeklarowało bezpośrednio lub pośrednio gotowość kandydowania, a
niektórzy czynią to warunkowo. Jerzy Szmajdziński, Andrzej Olechowski czy Tomasz Nałęcz zaczęli prawie oficjalnie swe kampanie wyborcze. Pojawiła się też pierwsza koalicja międzypartyjna, mianowicie Sojuszu Lewicy Demokratycznej i Unii Pracy. Główni pretendenci do Pałacu Prezydenckiego jeszcze nie podjęli decyzji i zapowiadają, że uczynią to w ciągu miesięcy wiosennych.
Komentarz (2) |
|
Czytaj całość…
|
|
|
12.01.2010. |
|
Jan Woleński
Pan Lesław Maciejewski,
obywatel Świnoujścia złożył pozew
cywilny domagający się zdjęcia krzyża wiszącego w Urzędzie Miasta w tej
miejscowości. Powołał się przy tym na Konstytucję, Europejską Konwencję Praw
Człowieka i swoje prawa obywatelskie. Stwierdził
też, iż został zainspirowany orzeczeniem Europejskiego Trybunału Praw Człowieka
z 4 listopada 2009 r. przyznające rację obywatelce Włoch domagającej się
usunięcia krzyży z sal lekcyjnych; orzeczenie to było komentowane przeze mnie w
jednym z poprzednich felietonów. Prezydent Świnoujścia oświadczył, że krzyża
nie zdejmie aż do ostatecznego załatwienia sprawy przez sąd. Jeśli sąd I instancji
przyzna rację powodowi, prezydent odwoła się do sądu wyższego. W każdym razie,
będzie walczył, jak to określił. Pan Maciejewski też zamierza skorzystać z
dalszych możliwości i nie wyklucza, że sprawa skończy się w Strassburgu.
Bądź pierwszym, komentującym ten artykuł |
|
Czytaj całość…
|
|
|
Prawdziwe przyczyny sukcesu sportowego |
|
30.12.2009. |
|
Jan Woleński
Jedni powiedzą talent,
inni ciężka praca i dobry, jeszcze inni szczęście, np. gra w dobrej drużynie
czy starty w dobrym towarzystwie. Zapewne jest tak, że każdy z tych czynników
ma swoje znaczenie. Gdyby jednak zrobić ankietę wśród znawców sportu, zapewne
nikt nie wpadłby na wyjaśnienie udzielone przez pewnego piłkarza. Ujawnił on,
że codziennie chodzi do kościoła, katolickiego rzecz jasna, a jeśli zdarzy mu
się absencja, źle z tym czuje się. To jego sprawa i nie należy się z tego
naigrawać. Wśród sportowców są ludzie nader religijni. Znany jest przypadek
hokeisty, reprezentanta Polski, który zrezygnował z kariery sportowej, bo
zdecydował się na kapłaństwo.
Jedni powiedzą talent,
inni ciężka praca i dobry, jeszcze inni szczęście, np. gra w dobrej drużynie
czy starty w dobrym towarzystwie. Zapewne jest tak, że każdy z tych czynników
ma swoje znaczenie. Gdyby jednak zrobić ankietę wśród znawców sportu, zapewne
nikt nie wpadłby na wyjaśnienie udzielone przez pewnego piłkarza. Ujawnił on,
że codziennie chodzi do kościoła, katolickiego rzecz jasna, a jeśli zdarzy mu
się absencja, źle z tym czuje się. To jego sprawa i nie należy się z tego
naigrawać. Wśród sportowców są ludzie nader religijni. Znany jest przypadek
hokeisty, reprezentanta Polski, który zrezygnował z kariery sportowej, bo
zdecydował się na kapłaństwo.
Bądź pierwszym, komentującym ten artykuł |
|
Czytaj całość…
|
|
|
14.12.2009. |
|
Jan
Woleński
Najlepiej ich można
zobaczyć rano w autobusie lub tramwaju, gdy udają się do szkoły. Jedni drzemią,
inni rozmawiają, jeszcze inni uporczywie patrzą się przez okno. Często słuchają
muzyki, obowiązkowo mają komórki w rękach. Gdy rozmawiają, padają wulgarne
słowa, najczęściej jako znaki interpunkcyjne. W większości ani myślą ustąpić
starszym lub nawet kalekim bliźnim miejsca; czyni to 5%, może dwa razy więcej
młodych ludzi, częściej dziewczyny niż chłopcy. Okupują także siedzenia oznaczone krzyżem, a więc z góry przeznaczone
dla osób specjalnej troski. Rzucają aroganckie spojrzenia, a nierzadko można
usłyszeć „Niech sobie star(a) zgred (dziadzio, babcia) postoi". Dawniej, gdy
zwracano im uwagę, wstawali, niezbyt chętnie, ale jednak. Potem zaczęli
odmawiać przekleństwami, a teraz patrzą się ironicznie i nie reagują. Można
nawet powiedzieć, że jest to jakaś miara ewolucji zachowania się młodych ludzi
wobec starszych. Ci bardziej wrażliwi udają, że obserwują życie na ulicy przez
okna pojazdu. To oczywiście pozór, a nie znak jakiegokolwiek zainteresowania
tym, co dzieje się na zewnątrz (oczywiście, o ile nie ma jakiegoś szczególnego
widoku) lub zabytkami znajdującymi się na trasie przejazdu.
Bądź pierwszym, komentującym ten artykuł |
|
Czytaj całość…
|
|
|
W stronę państwa wyznaniowego |
|
04.12.2009. |
|
Jan Woleński
W środku byłego stołecznego miasta Krakowa wycięto drzewa z powodu budowy parkingu. Uczyniono to bez zezwolenia właściwych władz. Normalnie taka rzecz kosztuje 300 tys. zł kary od jednej wyciętej sztuki i powoduje obowiązek przywrócenia terenu do stanu poprzedniego, w tym wypadku posadzenia nowych drzewek. Urząd m. Krakowa rozpoczął procedurę, ale rychło z niej zrezygnował. Drzewa wycięto bowiem na terenie jednej parafii. Ktoś, kto sprawę pilotował, usłyszał, że lepiej będzie, gdy o niej zapomni. Proboszcz parafii i przedstawiciele kurii metropolitarnej w Krakowie argumentowali, że księża też ludzie i parkingu potrzebują.
Bądź pierwszym, komentującym ten artykuł |
|
Czytaj całość…
|
|
|
27.11.2009. |
|
Jan Woleński
Przypominam, że krucjatami nazywano wojny w obronie krzyża, dokładniej mówiąc dla oswobodzenia Ziemi Świętej z rąk niewiernych. Zupełnie niespodziewanie mamy nową krucjatę, spowodowaną orzeczeniem Europejskiego Trybunału Praw Człowieka z dnia 6 listopada 2009 r. Trybunał przyznał rację p. Lautsi, obywatelce Włoch fińskiego pochodzenia, że krzyż nie powinien wisieć na ścianie w szkole publicznej oraz, że obecność krzyża w szkole przeszkadza w wychowaniu dzieci zgodnie z ateistycznym światopoglądem. Trybunał przyznał też odszkodowanie pieniężne stronie skarżącej. Od razu powiem, że to ostatnie nie bardzo podoba mi się, gdyż uważam, że tym lepiej, im kwestie światopoglądowe są z dala od roszczeń materialnych.
Komentarz (1) |
|
Czytaj całość…
|
|
|
17.11.2009. |
|
Jan Woleński
Adam Michnik otrzymał ostatnio dwa doktoraty honoris causa, w dniu 13 listopada od Uniwersytetu Karola w Pradze i w dniu 17 listopada od Uniwersytetu Pedagogicznego im. Komisji Edukacji Narodowej w Krakowie. Tuż przed rozpoczęciem uroczystości w Krakowie zorganizowano pikietę protestacyjną. Kierował nią działacz lokalnej prawicy, kiedyś instruktor jednego z komitetów dzielnicowych PZPR w Krakowie. Wykrzykiwał, że oto czerwoni przyznali godność honorową różowemu. Do protestujących dołączył księdza znany ze swych lustracyjnych zabiegów. Miał swego czasu kłopoty z przełożonymi. Gdy zaoferowano mu pomoc w postaci publicznej obrony jego przekonań, poprosił o zaniechanie jakichkolwiek działań, gdyż, jak oświadczył, mógłby na siebie sprowadzić jeszcze większe przykrości. Tuż po rozpoczęciu uroczystości ktoś wstał i oświadczył, że przyznanie Michnikowi doktoratu honoris causa jest hańbą. Dziennik „Rzeczpospolita" skwapliwie opisał wydarzenie, aczkolwiek nie do końca dokładnie. Nie jest np. prawdą, że do auli Uniwersytetu Pedagogicznego można było dostać się tylko za zaproszeniem lub legitymacją dziennikarską. Faktycznie mógł wejść każdy, kto chciał. Gazeta pomyliła także kworum potrzebne do podjęcia uchwały na posiedzeniu Rady Wydziału z większością wszystkich członków tego gremium. Istotnie, gdyby zsumować nieobecnych i tych, co byli przeciw, stanowiłoby to więcej niż połowę. Tyle tylko, że do ważności uchwały wystarcza większość tych, co są obecni, o ile w sumie stanowią kworum. „Rzeczpospolita" pominęła całkowitym milczeniem fakt, że redaktor naczelny „Gazety Wyborczej" otrzymał doktorat honoris causa Uniwersytetu Praskiego, najstarszej uczelni w Europie Środkowej.
To bardzo pouczające wydarzenie. Wiadomo, że Adam Michnik jest postacią kontrowersyjną, wzbudzającą sympatię u jednych i nienawiść u innych. To zrozumiałe. Jedni go nie lubią za pochodzenie, inni za sukces, jeszcze inni za poglądy. Niemniej jednak, Adam Michnik jak mało kto przyczynił się do tego, aby były aktywista partyjny i organizator wieców poparcia dla Edwarda Gierka mógł kierować pikietą prawicową bez obawy, że zaraz zostanie aresztowany czy, aby duchowny mógł lustrować do woli i wedle własnych subiektywnych kryteriów i aby X-iński mógł wstać i wykrzyczeć to, co ma do zarzucenia decyzji władz Uniwersytetu Pedagogicznego w Krakowie. Zdumienie budzi fakt, że dziennik „Rzeczpospolita" reklamujący się jako obiektywne medium tego nie jest w stanie zrozumieć.
Bądź pierwszym, komentującym ten artykuł |
|
|
10.11.2009. |
|
Jan Woleński
Pora odpocząć od codzienności i męczącej doraźnej praktyki politycznej. Zajmijmy się więc kwestiami teoretycznymi, aczkolwiek na koniec trzeba będzie wrócić do konkretów. Wiele ostatnio dyskutuje się o liberalizmie, zapominając, że oznacza on co najmniej dwie rzeczy. Po pierwsze, mamy do czynienia z liberalizmem ekonomicznym, postulującym, że podmioty gospodarowania są wolne w swej działalności i kierują się w niej dążeniem do maksymalizacji zysku i minimalizacji straty. W idealnym modelu sformułowanym przez Adama Smitha, gdy wszystkie podmioty są wolne, rachunek ekonomiczny jest kształtowany przez tzw. niewidzialną rękę rynku, czyli prawo popytu i podaży. Po drugie, mamy do czynienia z liberalizmem politycznym, postulującym, że obywatelom z mocy ich statusu (lub natury, jeśli ktoś woli) przysługują pewne prawa, np. nietykalności, swobody wypowiedzi, wolności sumienia itp. Te prawa kształtują sferę wolności, zarówno tej od czegoś (negatywnej) jak i do czegoś, czyli pozytywnej. W historii bywało tak, że ci sami teoretycy, np. John Locke czy Adam Smith, głosili oba liberalizmy. Łatwo zauważyć zresztą, ze są bardzo ściśle ze sobą związane. Bywa jednak i tak, że jeden liberalizm funkcjonuje bez drugiego, np. współczesne Chiny popierają liberalizm ekonomiczny, natomiast nie dopuszczają politycznego. To jednak można potraktować jako osobliwość współczesnego świata. W modelu europejskim, liberalizm polityczny i ekonomiczny współwystępują.
Komentarz (1) |
|
Czytaj całość…
|
|
|
02.11.2009. |
|
Jan Woleński
Są dwa pojęcia biurokracji, naukowe i potoczne. Wedle pierwszego, biurokracja jest zhierarchizowanym systemem urzędniczym, którego istotą jest obieg dokumentów. Jak taka jest niezbędnym elementem struktury każdego państwa. Może być oczywiście sprawna lub nie, ale to inna sprawa. W sensie potocznym, biurokracja jest bezdusznym aparatem utrudniającym życie zwyczajnemu obywatelowi. Prawdopodobnie jest tak, że każda biurokracja w rozumieniu naukowym ma tendencję do wynaturzania się. Żartobliwymi ujęciami tego faktu są zasada Petera (każdy awansuje aż do szczytu własnej niekompetencji) czy prawo Parkinsona (każda instytucja wzrasta liczebnie do stanu, w którym staje się tak wielka, że do swego istnienia nie potrzebuje żadnych bodźców z zewnątrz, bo całą pracę wykonuje w związku z własną strukturą wewnętrzną). Nadto, jak powszechnie zwraca się uwagę, biurokracja jest kosztowna. Prawo Parkinsona decyduje o tym wprost, a zasada Petera pośrednio, gdyż najlepszym ukryciem własnej niekompetencji jest wysoka pensja i klauzula w umowie, że opuszczenie stanowiska powoduje wysokie odszkodowanie.
Bądź pierwszym, komentującym ten artykuł |
|
Czytaj całość…
|
|
|
25.10.2009. |
|
Jan Woleński
Po dwóch felietonach dotyczących afer i zagrywek wokół nich, powróćmy do codzienności. PKP, czyli Polskie Koleje Państwowe są dobrą okazją po temu. Przez dziesięciolecia była to potężna jednolita instytucja, niejako państwo w państwie. Miała własną łączność, własną policję, czyli Straż Ochrony Kolei i własny podział. W gruncie rzeczy, łączność pozostała, SOK również, ale zmieniła się struktura. W latach 1990-tych (chyba na początku) zniknęły Dyrekcje Okręgowe Kolei Państwowych. Było ich zaledwie kilka, a dyrektorzy tych kolosów mogli uchodzić za prawdziwe paniska, np. jeździli salonkami. Po reformie DOKP-y zostały zastąpione przez spółki.
Bądź pierwszym, komentującym ten artykuł |
|
Czytaj całość…
|
|
|
18.10.2009. |
|
Jan Woleński
Kilka osób powiedziało mi po przeczytaniu poprzedniego felietonu o tzw. aferze hazardowej, że mój sceptycyzm jest przedwczesny, ponieważ sprawa jest skomplikowana. W międzyczasie pojawiła się nowa rewelacja, czyli afera stoczniowa. Było, minęło, przynajmniej na razie. szef CBA został odwołany. PiS i prezydent pobuczeli, grozili Trybunałem Stanu, a skończyło się na tym, że eurodeputowany M. Migalski złożył doniesienie do prokuratury, że premier popełnił przestępstwo polegające na przekroczeniu uprawnień. Pan eurodeputowany nie bardzo dostrzega różnicę pomiędzy czynem bezprawnym a przestępstwem, a tym brakiem potwierdza, że niedopuszczenie go do habilitacji miało pewne podstawy.
Bądź pierwszym, komentującym ten artykuł |
|
Czytaj całość…
|
|
|
08.10.2009. |
|
Jan Woleński
Aby wszystko było jasne, wszelkie rozmowy polityków z biznesmenami o treści przygotowywanych ustaw interesujących tych drugich są naganne, nawet jeśli nie wiążą się z lobbingiem. Polityk jest niejako jak saper, myli się tylko raz. Niezależnie od tego, czy Z. Chlebowski dał się skorumpować czy też tylko palnął głupstwo swoim znajomym, pomylił się właśnie i poniósł za to odpowiedzialność, podobnie jak ci, których wymienił jako ewentualnych lobbystów lub też ci, którzy nieroztropnie go bronili, jak już były minister sprawiedliwości. Decyzje premiera popiera około 60% Polaków, a z tych większość określa je jako zdecydowanie dobre.
Bądź pierwszym, komentującym ten artykuł |
|
Czytaj całość…
|
|
|
04.10.2009. |
|
Jan Woleński
O honorze ostatnio dużo, głównie w związku z 70-tą rocznicą wybuchu drugiej wojny światowej. Dyskutuje się np. co miał na myśli J. Beck, gdy na wiosnę 1939 r. odrzucił żądania Hitlera odwołując się do honoru jako wartości naczelnej. Rozważanie tego jest dziwaczne, ponieważ Beck mógł w ogóle nie wspomnieć o honorze i nie zgodzić się na roszczenia Niemieć tylko na podstawie tego, że ich spełnienie naruszałoby suwerenność kraju, którego był ministrem spraw zagranicznych. Oparł sprawę o honor zapewne z uwagi na oczekiwania opinii publicznej. Inaczej mówiąc, posłużył się terminem „honor", wprawdzie perswazyjnie, ale dopuszczalnie.
Bądź pierwszym, komentującym ten artykuł |
|
Czytaj całość…
|
|
| «« start « poprz. 1 2 3 4 5 6 7 8 9 nast. » koniec »»
| | Pozycje :: 1 - 15 z 122 | |